Wydarzenia Cieszyn

W drodze na szczyt

Fot. Poglądowe/Pixabay

Dramat, do którego doszło na szczycie Giewontu w Zakopanem, wstrząsnął Polakami. Nikt nie spodziewał się, że burza może przynieść tak tragiczne skutki… Postanowiliśmy zapytać znanych w regionie miłośników alpinizmu o to, czy ryzyko, jakie niesie za sobą przyroda, zniechęca do kontaktu z nią? Czy podczas swoich wędrówek zawsze są przygotowani na każdą ewentualność? I co w górach kochają najbardziej?

Tadeusz Papierzyński, zawodowo związany z Wiślańskim Centrum Kultury, miłośnik gór i folkloru. – Akurat byłem w Gruzji pod Kazbekiem, kiedy dotarły do mnie te dramatyczne wieści. Idziemy w górę i zastanawiamy się ze znajomymi, co można zrobić, aby takich sytuacji uniknąć. W dobie bardzo precyzyjnych prognoz pogody, coraz lepszego sprzętu i coraz większej wiedzy o bezpieczeństwie w górach, natura jednak pokazała po raz kolejny swoją potęgę i nieobliczalność i to, jak mali i bezbronni wobec niej jesteśmy. Na pewno ta tragedia nie powstrzyma miłośników wędrówek przed wychodzeniem w góry, a jedynie przypomina o rozwadze nawet na najprostszych szlakach. Na Giewoncie byłem z 15 razy, przy przeróżnej pogodzie i o różnych porach dnia czy roku. Zazwyczaj staram się zaplanować tak trasę, aby koło 12.00-13.00 już zacząć schodzić w dół, gdyż najczęściej właśnie popołudniami psuje się pogoda i pojawiają deszcze czy burze. Ale absolutnie nie jest to regułą i na pewno jeszcze nie raz pogoda w górach zaskoczy i mnie. Jadąc w góry zazwyczaj staram się przygotować na każde warunki, choć jest pokusa, aby ograniczać wagę bagażu i nie zabierać zbędnych rzeczy przy korzystnych prognozach. Strach zawsze jakiś jest, pokora również, ale mimo wszystko chęć zdobywania szczytów zwycięża.

Grażyna Machnik, pochodząca ze Strumienia, przeszła do historii jako pierwsza Polka, a druga kobieta na świecie, która ukończyła The Explorers Grand Slam, zdobyła Koronę Ziemi i oba bieguny. – Góry dla mnie są ucieczką od życia codziennego. Miejscem, gdzie mogę podziwiać naturę i spokój. Jest to również wyzwanie fizyczne i psychiczne. I choć wiem, że każda wyprawa niesie za sobą niebezpieczeństwo, to kiedy się wspinam, staram się o tym nie myśleć. Oczywiście zawsze są miejsca, w których odczuwa się strach. W takich momentach starałam się być skupiona. Aby zminimalizować ryzyko, zawsze zabiegam o to, aby jechać z osobami, które mają duże doświadczenie i wiedzę o górach. To, co wydarzyło się w Zakopanem, jest ogromnie tragiczne i szokujące. Dramat nie spowoduje jednak, że ludzie nie będą się wspinać. Powinniśmy jednak, jeśli to możliwe, obniżać ryzyko, jakie niesie za sobą wspinaczka. Być fizycznie i psychicznie przygotowanym – mieć odpowiedni sprzęt, jedzenie, wodę, znajomość terenu i warunków atmosferycznych. Góry zawsze są i będą związane z ryzykiem. Nieważne jak wysokie. Każdy ma nadzieję, że jednak nic złego się nie wydarzy. Jeśli jest możliwe, to powinniśmy z takich wydarzeń wyciągnąć wnioski – tak, aby uniknąć ich w przyszłości.

Józef Michałek, mieszkaniec Istebnej, dziennikarz, amator górskich wypraw. – Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów szlak, Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt! Tym fragmentem z „Cienia wielkiej góry” Budki Suflera chyba najpełniej oddam moją relację z górami. Nie chodzi wcale o wynik sportowy, o zaliczenie szczytów – tym zajmują się zawodowi wspinacze – raczej rzecz w swoistego rodzaju duchowym przeżyciu drogi na szczyt. Drogi, która nie zawsze kończy się wejściem na szczyt; bo ważniejszy od szczytu jest powrót do domu, do najbliższych, którzy nerwowo wyczekują informacji, że jestem na dole i niedługo będę w domu. Ten mozolny wysiłek wkładany w pokonywanie kolejnych metrów nad poziom morza jest jak mantra: wycisza, przenosi w inny wymiar, wyzwala. Krok, krok i wyrównanie oddechu, krok, krok i wyrównanie oddechu… Tylko liczba kroków ulega zmianie – im większe zmęczenie, tym mniej kroków pomiędzy. Nie zawsze jest czas na upajanie się zapierającymi dech widokami, czy też okazywanie radości na szczycie – przecież dopiero jestem w połowie drogi. Największa radość jest na dole – udało się! Wyjście niesie z sobą ryzyko, które trzeba sobie nieustannie uświadamiać. Każdy błąd może być tym ostatnim, i to niekoniecznie w najtrudniejszym technicznie fragmencie góry. Wspinaczkę w górach wysokich zaczynałem od wymiany kontaktów do osób, które należy poinformować, gdyby coś poszło nie tak. Nigdy nie ma pewności co do powodzenia całej wyprawy, a będąc wielokrotnie w miejscach, gdzie ktoś zginął, zadawałem sobie jedno pytanie: co musiało się wydarzyć, że doszło do tragedii? Przecież jestem tu, nic mi nie grozi, warunki są znośnie i nie najgorzej się czuję. Chwilowe rozluźnienie, nieuwaga zabiera nawet tych doświadczonych, a co dopiero mówić o niedzielnych wspinaczach, których celem jest szczyt, bez refleksji o drodze powrotnej. Jasne, zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego i nie da się uniknąć najgorszego scenariusza, jak choćby to, co stało się w Zakopanem. Rozbijając namiot w miejscu, gdzie pod lawiną zginęły 43 osoby, też nie miałem żadnych gwarancji – z tym się trzeba godzić. Nie może to paraliżować, bo przecież już dawno by w góry nikt nie chodził. A góry są piękne i przyciągają.

8
Skomentuj

avatar
3 Komentarzy
5 Odpowiedzi
0 Śledzących
 
Najwięcej odpowiedzi
Najgorętsze komentarze
8 Komentarzy
DBMonikaKasiaPiotrRobert Ostatnio komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotrek
Gość
Piotrek

Jaka tragedia? Mają to na co zasłużyli i tyle. Sam chodzę po górach i widzę co się dzieje. Moim zdaniem to była kwestia czasu i zawsze mówiłem że nasze Tatry trzeba zgłosić do rekordu ginesa w kategorii jak mało wypadków śmiertelnych jest pod względem ilu ludzi dziennie wychodzi w góry. Może czas pomyśleć o szlaku jednokierunkowym na Giewont?

Robert
Gość
Robert

Maja na co zasluzyli….co za bezdusznosc.moze i powinni zejsc choc to nie trwa 5 minut.a pogoda,tam zmienia sie szybko.moze nie pisz i zostaw to dla siebie.

Piotr
Gość
Piotr

Piszę bo widzę co się w górach dzieje i tyle. Chodzę już 25 lat i z roku na rok coraz gorzej. Szkoda mi tylko chłopaków z TOPR- u.

Kasia
Gość
Kasia

Masz rację!

Monika
Gość
Monika

Dzieci które tam zginely tez zasłużyli? ? Co ty chłopie piszesz chchodzę po górach wiem wiem leza podniecają się jak grzmi zamiast zawrócić Ida w ta burze ale to Giewont zanim się spostrzegli już było za późno

DB
Gość
DB

Jesteś debilem… niestety inaczej nie mogę nazwać takiego kogoś. Po górach chodzę wiele lat i wiem że burze przychodzą nagle, nie sposób uciec jeśli jest się wysoko. Widać taki ktoś kto pisze takie idiotyzmy nie wiele wie o górach.

Dawid
Gość
Dawid

Bez sensu te wywiady z najbardziej doświadczonymi. Popieram poprzedni post, że brak rozmowy bezpośrednio z poszkodowanymi. Nikt sobie trudu nie chce podjąć by porozmawiać dlaczego nie zawrócili? Albo jak bardzo ich ta burza zaskoczyła? Nie interesuje mnie co ma do powiedzenia ktoś kto ma kupę kasy by zdobywać Grand Slamy i inne blebleble. W większości to tylko by tam być, a potem brylować, jaki to mega hiper wyczyn. To tak jak Wojciechowską wnieśli praktycznie na każdą górę. Kaaaasaaaa…..

Hermenegilda
Gość
Hermenegilda

Tutaj jest rozmowa z “zawodowymi” wspinaczami a w tragedii na Giewoncie uczestniczyli w większości turyści amatorzy. Brakuje dotarcia i rozmowy z tymi osobami, jakie wnioski.