Sport Cieszyn

Z piekła do nieba. Trzyńczanie po raz drugi wygrywają z Energie | ZDJĘCIA

To było hokejowe widowisko godne półfinałów play-off. Oceláři Trzyniec przegrywali już w drugim meczu z Energie Karlowe Wary 1:4, by odwrócić losy pojedynku i wygrać go 5:4, strzelając zwycięskiego gola na 14 sekund przed końcową syreną!

Szczęśliwcy, którzy mogli na własne oczy zobaczyć sobotni mecz w WERK Arenie pewnie będą o nim długie lata opowiadać. Takiej “remontady” już dawno nie widzieli, do tego w meczu o tak wielką stawkę. Pierwsza tercja zaczęła się dla gospodarzy fatalnie, bo od gola Energie już w 2. minucie gry. Wynik otworzył Adam Lukošik, ale “Stalowników” to nie załamało. W 13. minucie wyrównał Oscar Flynn, ale radość miejscowych kibiców długo nie trwała. Zaledwie po dwóch minutach znów prowadzili goście po trafieniu w przewadze Jakuba Minárika. Co gorsze, 30 sekund później trzynieckiego bramkarza Marka Mazanca pokonał Tomáš Redlich i tercja skończyła się wynikiem 1:3.

Po zmianie stron zespół z Karlowych War nie odpuszczał i w 27. minucie prowadził już trzema golami. Tym razem David Šťastný wpisał się do meczowego protokołu, a trener Boris Žabka zareagował zmianą bramkarza. W “klatce” pojawił się Ondřej Kacetl i już do końca nie dał się pokonać. Tymczasem prawdziwy wstrząs dla rywali przyniosła końcówka drugiej tercji. W odstępstwie zaledwie 2 minut i 11 sekund Trzyńczanie zdobyli trzy gole, doprowadzając do remisu 4:4! Zaczął w 38. minucie Andrej Nestrašil, a w 40. po bramce dołożyli David Cienciala i Tomáš Kundrátek.

Trzy ciężkie ciosy nie podłamały przyjezdnych, którzy w trzeciej tercji momentami zamykali czerwono-białych w ich tercji obronnej. Jednak w końcówce to Oceláři mocniej docisnęli przeciwnika, co dało zwycięskie trafienie, które na 14 sekund przed końcem zawodów strzelił Michal Kovařčík. Druga wygrana daje ekipie spod Jaworowego dobrą zaliczkę przed rewanżami w Karlowych Warach, które odbędą się 7 i 8 kwietnia.

– Ciężki mecz. W pierwszej tercji stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, ale ich nie wykorzystaliśmy, popełniając kilka błędów w polu przed bramką, co kosztowało nas utratę goli. Do momentu straty czwartej bramki nie graliśmy w takim tempie, w jakim byśmy chcieli, ale to trafienie rywali dało nam kopa. Nie mieliśmy już nic do stracenia, otworzyliśmy się i w końcówce drugiej tercji udało nam się zmniejszyć stratę, a potem wyrównać. Muszę przyznać, że w trzeciej tercji od pierwszej zmiany staraliśmy się grać aktywnie, bo zależało nam na zwycięstwie. Myślę, że pokazaliśmy wielką siłę i charakter, co zasługuje na duże uznanie. Szczęście było po naszej stronie, ale myślę, że zasłużyliśmy na nie – podsumował niesamowite widowisko trener Boris Žabka.

google_news
Kronika Beskidzka prasa