Dziś wczesnym wieczorem (sobota, 7 lutego) rozstrzygnięto olimpijski konkurs kobiet w skokach narciarskich na skoczni normalnej.
Znakomicie spisała się w nim liderka naszej kadry, Anna Twardosz z gminy Lanckorona, absolwentka Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Po skokach na 96 i 93,5 metra zajęła doskonałe 10. miejsce na olimpijskim obiekcie w Predazzo.
Jak relacjonuje Dominik Formela z portalu Skijumping.pl, dziesiąte miejsce Anny Twardosz na olimpijskiej skoczni w Predazzo było czymś znacznie więcej niż tylko najlepszym wynikiem w historii polskich skoków narciarskich kobiet. To także moment przełomowy w karierze zawodniczki, która jeszcze kilka sezonów temu poważnie zastanawiała się nad jej kontynuowaniem.
Po słabszym skoku próbnym Polka zdecydowała się na maksymalne uproszczenie myślenia i oddanie próby „bez kalkulacji”. Efekt był natychmiastowy — 96 metrów i jeden z najlepszych skoków w jej karierze, spokojny, czysty technicznie, z bardzo dobrym wyjściem z progu. Już w powietrzu wiedziała, że wszystko zagrało tak, jak powinno.
Był to moment, w którym — jak sama przyznała — w jednym skoku zniknęły wszystkie wcześniejsze problemy. Stres i ogrom emocji były nieuniknione, bo igrzyska olimpijskie to impreza, do której trenuje się latami, ale właśnie w tym kluczowym momencie udało się jej udźwignąć presję.
Napięcie towarzyszyło również sztabowi szkoleniowemu. Trenerzy reagowali skrajnie różnie — od prób zdejmowania presji z zawodniczki po żartobliwe komentarze o siwych włosach — co tylko podkreślało, jak duże emocje towarzyszyły walce o wysokie miejsce.
Dziesiąta lokata ma jednak dla Twardosz znacznie głębszy wymiar niż sam wynik sportowy. Niedawno pojawiały się u niej myśli o zakończeniu kariery, ale zamiast tego postawiła wszystko na jedną kartę. Dziś może mówić o dumie z siebie i przekonaniu, że była to właściwa decyzja – wskazuje Skijumping.pl.
Choć po pierwszej serii zajmowała ósme miejsce, nie rozpamiętuje spadku w klasyfikacji. Emocje wciąż są zbyt duże, by skupiać się na liczbach — ważniejsze jest poczucie, że wykonała swoją pracę najlepiej, jak potrafiła.
Ogromne znaczenie miało także wsparcie z trybun. Obecność rodziny, partnera i znajomych dawała jej poczucie ciepła i dodatkowy zastrzyk adrenaliny, który — jak przyznawała — trudno porównać z czymkolwiek innym.
Na tym historia nie musi się kończyć. Choć Twardosz ma świadomość, że już zapisała się w historii polskich skoków narciarskich kobiet, wciąż nie wyklucza kolejnych wyzwań, w tym startów na mamucich skoczniach. Na razie jednak nie składa deklaracji, zostawiając temat otwarty.




