Nieprzypisany

Beskidzki splot: Jak wywołaliśmy demony z recyklingu

Beskidy mają w sobie coś magnetycznego, co sprawia, że nie dają o sobie zapomnieć. Możesz stąd
wyjechać, możesz rzucić się w wir wielkomiejskiego życia, ale góry i tak upomną się o swoje. Moja
droga twórcza – od młodzieńczej energii hip-hopowych składów, przez precyzyjne rzeźbienie w słowie w
ramach poezji, aż po powieści takie jak Dreszcze Beskidów czy Klimczoka Krzyk – zawsze krążyła
wokół tego samego jądra: lokalnego mroku, który drzemie pod grubą warstwą mchu, historii i
niedopowiedzeń.

Duet: Słowo, Oko i Doświadczenie

Projekt ten stał się poligonem doświadczalnym dla dwóch różnych, choć dopełniających się wrażliwości.
Ja, jako autor koncepcji i scenariuszy, wniosłem w tę współpracę bagaż doświadczeń literackich. Pracuję
w Beskidzkiej Grupie Medialnej (BGM) więc znam codzienny taniec z informacją, która pędzi, mieni się
nagłówkami i znika w cyfrowej otchłani. Moja twórczość literacka została doceniona m.in. Nagrodą
Starosty Bielskiego w dziedzinie kultury, a wcześniejsze sukcesy w ogólnopolskich konkursach
poetyckich i dwudziestoletnia działalność w kulturze hip-hopowej nauczyły mnie, że najsilniej oddziałuje
obraz skondensowany, metafora, która boli.
Lucjusz Cykarski z kolei to człowiek, którego oko kształtowało się w czasach największej świetności
polskiego fotoreportażu prasowego. Jego doświadczenie zdobyte w redakcjach Rzeczpospolitej czy
Gazety Wyborczej przełożyło się na unikalną zdolność dostrzegania prawdy w kadrze – bez upiększania,
za to z ogromnym szacunkiem dla światła i kompozycji. Lucjusz, absolwent Wyższego Studium
Fotografii w Warszawie, to laureat II Nagrody w międzynarodowym konkursie w Pradze oraz I Nagrody
MSZ za reportaż multimedialny. Jego album Folklor w obiektywie to dowód na to, że potrafi on patrzeć
na tradycję w sposób nowoczesny.
Co istotne, projekt miał charakter niemal rodzinny – obok nas pojawili się nasi bliscy: żona Lucjusza,
Karolina, oraz mój syn, Kacper, którzy wcielili się w role modeli, nadając instalacjom ludzkiego,
intymnego wymiaru.

Sześć Twarzy Nowoczesnego Lęku

Nasza współpraca była procesem alchemicznym: używaliśmy recyklingu nie tylko jako materiału
konstrukcyjnego, ale jako głównej metafory. Bo czymże są dzisiejsze demony, jeśli nie odpadami naszej
cywilizacji?

1. ZMORA – Epidemia błękitnego światła
Zaczęliśmy na Plaży w Hecznarowicach, miejscu, które w sezonie tętni życiem, a poza nim staje się
surową sceną dla egzystencjalnych pytań. Postawiliśmy tam stare, metalowe łóżko. Ten mebel, będący
synonimem bezpieczeństwa i prywatności, wyniesiony na zewnątrz stał się symbolem bezbronności.
Moja koncepcja Zmory odcinała się od ludowych podań o istocie duszącej śpiącego. Dzisiejsza Zmora to
bezsenność wielkiego miasta, duszność psychiczna wywołana nadmiarem bodźców.
Instalacja ukazuje postać przygniecioną nie tylko ciężkim, futrzanym kostiumem, ale i atrybutami
nowoczesnej udręki: walizką pełną projektów, których nigdy nie skończymy, globusem świata, który
nigdy nie zasypia, i telefonem – tą współczesną smyczą, która wibruje powiadomieniami o świcie.
Lucjusz wydobył tu moment zawieszenia – błękitne światło ekranu, które zamiast koić, drażni. To
opowieść o świecie, który odebrał nam prawo do całkowitego „wylogowania się”.


2. GUŚLARZ – Rytuał na gruzach sacrum
Kolejnym przystankiem było moje rodzinne Więzikowo i tamtejszy Święty Gaj. Jednak w naszej wizji nie
był to las z baśni. W hamakach z porwanej, rolniczej folii „odpoczywały” plastikowe butelki i aluminiowe
puszki. Bogini, przed którą staje mój Guślarz, została złożona z metalowych resztek i technologicznych
odpadów.
Jako autor scenariusza chciałem zadać pytanie o granice profanacji: co możemy ofiarować siłom
wyższym, skoro zniszczyliśmy ich naturalny dom? Guślarz w tej instalacji to człowiek szukający
odkupienia w świecie, w którym sacrum zostało obudowane polietylenem. Lucjusz nadał tej scenie niemal
sakralną powagę, kontrastując godną postać Guślarza z tandetą materiałów, z których zbudowano bóstwo.
To obraz modlitwy w miejscu, gdzie natura stała się archiwum ludzkiego wstydu.


3. STRZYGI – Wojna jako szum informacyjny
Najtrudniejsza emocjonalnie była instalacja w starej cegielni w Wilamowicach. Wykorzystaliśmy tam
czerwony dym, który w surowych murach cegielni przypominał ożóg wojenny. Moim pomysłem było
pozbawienie Strzyg ludzkich rysów – zamiast nich pojawiły się gazety. Głowy postaci owinięte
nagłówkami o kryzysach, inflacji i śmierci stały się personifikacją lęku, który karmi się informacją.
Strzygi siedzą nieruchomo, trzymając flagi państwowe niczym koce termiczne w obozie dla uchodźców.
U ich stóp leżą porzucone rekwizyty przerwanego dzieciństwa: wózek, miś, piłka. To moment, w którym
słowiański mit spotyka się z wieczornym wydaniem wiadomości. Wojna w tej wizji wysysa z nas
tożsamość, zamieniając ludzi w „strzygi” – istoty zawieszone między dawnym domem a niepewną
przyszłością. Lucjusz użył tu światła, które wydaje się krzyczeć, podkreślając dramatyzm ruin.


4. POŁUDNICA – Klepsydra w gorączce świata
Pola kukurydzy w Hecznarowicach stały się tłem dla Południcy. Tradycyjnie karała ona za pracę w
pełnym słońcu; nasza postać jest strażniczką ostrzegającą przed globalnym zapłonem. Dałem jej do ręki
klepsydrę – każde ziarnko piasku to czas, który tracimy, ignorując zmiany klimatu.
Wizualnie ta instalacja jest drażniąca. Płonący snop zboża obok groteskowej, jaskrawozielonej
plastikowej konewki to obraz naszych małych, często pozornych gestów ekologicznych, wykonywanych
w cieniu wielkiej katastrofy. Południca stoi tu jako sędzia rytmu natury, który bezpowrotnie złamaliśmy.
Zdjęcia Lucjusza oddają niszczący, suchy żar, który zdaje się emanować z każdego kadru, przypominając,
że południe naszej cywilizacji może być ostatnim, jakie znamy.

5. UTOPIEC – Woźny zatrutych wód
W Dolinie Zimnika strumień, który powinien być krystaliczny, w naszej wizji paruje nienaturalną, żółtą
mgłą. Utopiec nie jest tu mściwym duchem czyhającym na nieostrożnych pływaków. Jest ofiarą. Wyłania
się z wody, wyciągając w sieci butelki, puszki i stare parasole.
Zdegradowaliśmy dawne bóstwa do roli naszych woźnych. Utopiec wykonuje gest niemal rytualny,
oddając nam to, co wrzuciliśmy do wody z myślą, że „rzeka zabierze”. To obraz ostatecznego upadku
mitu: kiedy bóstwo wodne musi sprzątać po człowieku, to znaczy, że granica między kulturą a
śmietnikiem została przekroczona. Natura nie jest już tu sędzią, stała się bezsilnym świadkiem naszej
ignorancji.


6. LESZY – Ostatni bastion w cyfrowej kniei
Projekt zakończyliśmy w Szczyrku, pod skocznią Skalite. To tu postawiliśmy Leszego. Jednak on nie
pilnuje już granic kniei przed drwalami. Siedzi naprzeciw monitora, przy którym dziecko (mój syn,
Kacper), odcięte od świata słuchawkami, traci kontakt z rzeczywistością. Płaszcz Leszego pachnie
rozgrzaną elektroniką i kurzem serwerowni.
Jako ojciec widzę to codziennie – dzieci, które nie gubią się już w lesie, ale znikają w algorytmach
TikToka czy YouTube’a. Mój Leszy jest cierpliwy. On czeka, aż dziecko w końcu odwróci wzrok od
matrycy. „Jeśli pójdzie za Leszym, nie zostanie porwane. Zostanie odnalezione” – to zdanie ze
scenariusza jest dla mnie kluczowe. To nadzieja na powrót do świata, który oddycha wolniej, ale
prawdziwie.

Epilog: Manifest Beskidzki
Ten projekt był dla nas manifestem. Wspólnie z Lucjuszem Cykarskim oraz naszymi najbliższymi
stworzyliśmy opowieść o nas samych. Jako autor nagrodzony za promowanie kultury regionu, czułem
obowiązek, by pokazać Beskidy nie przez pryzmat pamiątek, ale przez pryzmat trudnych pytań o naszą
przyszłość.
Nasza kultura jest w procesie ciągłego przetwarzania, ale jeśli nie zaczniemy dbać o fundamenty –
ekologię, realne relacje i spokój ducha – to zostaną nam tylko mity o potworach, którymi sami się
staliśmy. Te instalacje to nie bajki. To rzeczywistość, której daliśmy tylko trochę bardziej fantastyczną,
beskidzką formę. Chcieliśmy, by ten projekt był jak dreszcz na plecach – ostrzeżenie, że czas, który nam
został, przesypuje się w klepsydrze Południcy coraz szybciej.

 

google_news
Kronika Beskidzka prasa