Pochodzący z Bielska-Białej skialpinista Bartek Ziemski najpierw wspiął się na Lhotse, czwarty pod względem wysokości szczyt globu, a potem zjechał z niego na nartach.
Bielszczanin dokonał tego zupełnie samotnie i bez wspomagania tlenem z butli. 30-latek na szczycie stanął we wtorek około południa. – Było ładnie, naprawdę ładnie. Zero chmur i zero wiatru – przekazał w rozmowie z portalem wspinanie.pl. Pytany o techniczne i fizyczne warunki zjazdu z Lhotse odpowiedział, że było całkiem przyzwoicie. – Wiadomo, trzeba się spodziewać różnych rzeczy. Trochę betonu, trochę świeżego śniegu, trochę sprasowanego. Wszystkiego po trochu – przekazał Bartek Ziemski.
Zjazd udał się niemal w całości bez odpinania nart. Jedyny wyjątek stanowił odcinek, gdzie bardzo głęboka szczelina oraz zagrożenie spadającymi serakami zmusiły narciarza do skorzystania z drabiny. Warto dodać, że Bartek Ziemski kończył w obozie wysokogórskim kurację antybiotykową po przebytej infekcji. Jak sam przyznał po powrocie do bazy, paradoksalnie po zdobyciu szczytu czuł się lepiej niż przed wyjściem w górę.
Lhotse to ósmy ośmiotysięcznik, który zdobył Bielszczanin. Na koncie ma Broad Peak i Gasherbrum II (2022 rok), Annapurna i Dhaulagiri (2023 rok), Makalu i Kanczendzonga (2024 rok) oraz Manaslu przed rokiem. (bb)




