Niemal 50 wolontariuszy wyruszyło beskidzkie ostępy, by zlokalizować najstarsze fragmenty naszych lasów. Fragmenty, które niemal cudem się zachowały pośród lasów zmienionych na modłę gospodarczą. – Przetrwały dzięki szczęściu, położeniu albo przypadkowi – wskazują społecznicy, którzy wyznaczyli 42 potencjalne „starolasy”. To wielki krok do tego, by otoczyć je szczególną ochroną, bowiem pełnią kluczową rolę w adaptacji do zmian klimatu. – To wielka satysfakcja, że mogliśmy wziąć udział w procesie, który realnie wpłynie na naszą przyszłość – cieszą się uczestnicy akcji.
Choćby 2 proc.
Starolasy („old-growth forests”) to – w rozumieniu Unijnej Strategii na Rzecz Bioróżnorodności 2030 – fragmenty lasu tworzone przez rodzime gatunki drzew, które rozwijały się w dużej mierze naturalnie, bez intensywnej ingerencji człowieka.
Zgodnie z zapisami „Wytycznych i Rekomendacji” Ogólnopolskiej Narady o Lasach, starolasy na obszarze Lasów Państwowych mają do 2027 roku stanowić co najmniej 2 proc. powierzchni lasów w Polsce. Proces został zainicjowany w 2024 roku właśnie podczas Ogólnopolskiej Narady o Lasach, gdzie podjęto decyzję o potrzebie wzmocnienia ochrony 20 proc. najcenniejszych obszarów leśnych.
– To bardzo ważna inicjatywa, ponieważ ochrona starolasów jest dziś jednym z najskuteczniejszych działań adaptacyjnych wobec zmian klimatu. Nie chodzi przy tym wyłącznie o ochronę przyrody dla niej samej. Chodzi także o bezpieczeństwo ludzi – ocenia Piotr Skubała, profesor nauk biologicznych z Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, a ponadto ekolog, etyk środowiskowy, edukator ekologiczny, ekspert Team Europe Direct oraz członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody.
W przypadku starolasów, zanim zostaną objęte ochroną, niezbędna jest przede wszystkim ich identyfikacja. Nietrudno sobie wyobrazić, jak wielkie i czasochłonne to zadanie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska znalazło jednak sprzymierzeńców – przyrodników i wolontariuszy. „W proces identyfikacji potencjalnych starolasów chcielibyśmy włączyć również osoby, które mają wiedzę o lokalnych ekosystemach, co będzie cennym wkładem w trwający proces i pozwoli uzupełnić bazę informacji” – wskazano, wystosowując zaproszenie do udziału w tym procesie. W rejonie Bielska-Białej, otoczonym pasmami Beskidu Śląskiego i Beskidu Małego, odpowiedź mieszkańców przerosła najśmielsze oczekiwania.

Dwa miesiące trudnej pracy
Jak mówi Jacek Zachara, koordynator działań prowadzonych przez Inicjatywę „Las Wokół Miast” i członek Stowarzyszenia „Olszówka”, zaangażowało się niemal 50 wolontariuszy. – Przez dwa miesiące mieszkańcy Bielska-Białej, Kóz, Wilkowic, Bystrej i Jaworza uczestniczyli w społecznej identyfikacji starolasów prowadzonej w odpowiedzi na apel ministerstwa. Efektem akcji jest opracowana przez przyrodników dokumentacja, która już została przekazana do dalszej oceny – informuje.
W kwietniu i maju wolontariusze, pracując pod opieką przyrodników, prowadzili badania terenowe w lasach Beskidu Śląskiego i Małego. W terenie wykonywali pomiary drzew, martwego drewna, szukali mikrosiedlisk oraz innych wskaźników naturalności zgodnie z przyjętą metodyką.
– Kiedy zaczynaliśmy identyfikację starolasów, nie przypuszczałem, że stanie się to tak dużym przedsięwzięciem. Największym zaskoczeniem było dla mnie zaangażowanie ludzi. To piękne, że kilkadziesiąt osób poświęciło swój wolny czas, żeby wspólnie zrobić coś dobrego dla lasów – mówi koordynator. – Łącznie przygotowano dokumentację dla 42 wydzieleń leśnych. Wiele z nich to niewielkie, rozproszone fragmenty lasów, które zachowały wysoki stopień naturalności i uniknęły intensywnej gospodarki leśnej.
Wolontariusze podkreślają, że oprócz wiedzy zdobyli coś równie ważnego – nowe spojrzenie na las. Dla wielu z nich udział w akcji identyfikacji starolasów był pierwszym kontaktem z tego rodzaju pracą terenową.
– Ta akcja pokazała mi, że wśród równych, idealnych lasów gospodarczych mamy jeszcze prawdziwe perełki, w których toczy się życie zupełnie inne niż tuż obok. Dowiedziałam się też, jak wiele jeszcze nie wiem – mówi jedna z uczestniczek, Katarzyna Jaworska.
– Razem z przyrodnikami wchodziliśmy w piękne leśne miejsca, z dala od szlaków turystycznych. Dziś patrzę na las inaczej – bardziej uważnie. Te góry i lasy są częścią naszej lokalnej tożsamości i dlatego dla wielu osób są tak ważne – wskazuje Izabela Bułka.
Dla części uczestników akcja stała się również okazją do odkrywania miejsc, do których prawdopodobnie nigdy wcześniej by nie trafili. – Poznałam świetnych ludzi, a to dla mnie zawsze jest najważniejsze. Trafiłam również do fragmentów wspaniałego lasu, do których inaczej w życiu bym nie zajrzała. No bo niby jak? Na wprost przez zarośla? – wspomina Jolanta Kasprzyk.
Wolontariusze podkreślają, że udział w akcji dawał poczucie realnego wpływu na otaczającą rzeczywistość. – Bez chwili wahania zaangażowałam się w tę akcję, ponieważ poczułam, że mam realny wpływ na to, co dzieje się wokół mnie. Mój udział był nie tylko głosem rozumu, ale także głosem serca – mówi Małgorzata Borth-Mirocha.
Z kolei Renata Lejawka z Inicjatywy „Las Wokół Miast” zwraca uwagę na wyjątkową mobilizację mieszkańców: – Apel o ochronę starolasów spotkał się z niezwykłym odzewem mieszkańców. Szczególnie budujące było dla mnie to, że tak wiele osób zdecydowało się wyjść w teren i zaangażować w konkretne działania. Naprawdę możemy zmieniać rzeczywistość.
Sylwia Bochenko, jedna z przyrodniczek, pod okiem której prowadzono badania, wskazuje na niezwykły efekt edukacyjny całego przedsięwzięcia. – Największym odkryciem nie były same starolasy, ale sposób, w jaki ludzie zaczęli je rozumieć. Kiedy własnoręcznie wykonywaliśmy wszystkie pomiary, liczby przestały być abstrakcją. Pojawiło się prawdziwe zrozumienie. Takie doświadczenie zostaje pod skórą na długo – zaznacza.
– Odwiedziliśmy najpiękniejsze fragmenty beskidzkich lasów, a świadomość, że realnie przyczyniam się do ich ochrony, była czymś wyjątkowym – nie kryje satysfakcji Maciej Szwagrzyk.
– Najcenniejsze okazały się miejsca, do których dotarliśmy, i ludzie, których poznałem. Przedzieranie się przez strome zbocza, młodniki i wykroty bywało męczące, ale dzięki temu zobaczyliśmy najpiękniejsze i najbardziej naturalne fragmenty lasów w naszej okolicy. Najbardziej cieszę się jednak z relacji, które powstały podczas tej akcji. To była przyjemność włóczyć się z ludźmi po starolasach – stwierdza Jacek Zachara.
Niezależnie od ostatecznych decyzji ministerstwa, które podda dokumentację analizie, uczestnicy są zgodni: akcja pokazała, że mieszkańcy chcą aktywnie uczestniczyć w ochronie przyrody i potrafią skutecznie działać na rzecz wspólnego dobra. Jak mówią, przyszli dla lasu, ale zostali dla czegoś więcej. Dla wielu z nich równie ważne okazały się inne doświadczenia. – Mieliśmy poczucie celu i sprawczości. Uczyliśmy się mnóstwa nowych rzeczy. Ja już wiem, czym są bembidiony i wynurty.
– Dziś patrzę na las zupełnie inaczej i potrafię dostrzegać jego stan, wiek czy siedliska – zdradza Aleksandra Liana.
Niektórzy trafili do projektu przypadkiem. – Pojechałam, nie bardzo wiedząc, o co chodzi z tym całym wydzieleniem. Chciałyśmy nauczyć się chronić nasze lasy. I nauczyłyśmy się. Później same zrobiłyśmy dwa wydzielenia u siebie – wspomina Joanna z Pierśćca.
Nie brakowało także bardziej osobistych historii. – Potrzebowałam zrobić coś dobrego i sensownego. Trafił się niezły survival, ale pobyt w takich fragmentach lasu sprawiał, że czułam się uczestniczką czegoś niemal mistycznego – mówi Kasia Jot.
Marcin Fiszer docenia wymiar edukacyjny przedsięwzięcia: – Dowiedziałem się, że w naszych beskidzkich lasach nadal występują gatunki reliktowe i zagrożone wyginięciem. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ochrona najcenniejszych lasów Beskidów powinna być jednym z priorytetów.
– Ta akcja pokazała mi, jak cenne przyrodniczo lasy mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki – dodaje Maja Lindner.
Nawet osoby, które mogły uczestniczyć tylko raz, zapamiętały ją na długo. – Ujęła mnie autentyczność i troska uczestników. Mam marzenie, żeby ludzie zrozumieli, że jesteśmy częścią przyrody, a nie jej właścicielami – mówi Lucyna Baranowska.

Cel – nasza przyszłość
Starolasy stanowią siedliska dla unikalnych gatunków roślin, grzybów i zwierząt, w tym wielu zagrożonych lub endemicznych. Dzięki swojej wielowarstwowej strukturze oraz naturalnym procesom zapewniają bogactwo nisz ekologicznych. Ich ochrona jest kluczowym elementem adaptacji do zmian klimatu. Ponieważ większość lasów w Polsce i Europie wymaga aktywnych działań dostosowawczych, szczególnie ważna staje się precyzyjna identyfikacja i objęcie ochroną tych nielicznych, stabilnych ekosystemów leśnych.
– Starolasy są ekosystemami wyjątkowymi. Powstają przez dziesiątki, a często setki lat. Składają się z drzew różnego wieku, zawierają duże ilości martwego drewna, bogatą strukturę przestrzenną i tysiące wzajemnych powiązań między organizmami. Dzięki temu są znacznie bardziej odporne na susze, wichury, gradacje owadów czy inne zaburzenia niż lasy gospodarcze o uproszczonej strukturze. Ministerstwo słusznie podkreśla, że są to jedne z nielicznych ekosystemów leśnych zachowujących cechy naturalnej stabilności, tak potrzebnej w czasach gwałtownych zmian klimatu.
Ich znaczenie dla klimatu trudno przecenić. Przez dziesięciolecia sądzono, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu sadzenie nowych drzew. Dziś wiemy, że ochrona istniejących starolasów często przynosi większe korzyści niż zakładanie nowych plantacji leśnych. Dojrzałe, naturalne lasy magazynują ogromne ilości węgla nie tylko w pniach drzew, ale również w glebie, korzeniach i martwym drewnie. Utrata takich ekosystemów oznacza uwolnienie do atmosfery części zgromadzonego przez stulecia węgla. Jak pokazują badania, naturalne lasy przechowują wielokrotnie więcej węgla niż plantacje drzew zakładane w celach gospodarczych – tłumaczy prof. Piotr Skubała.
– Nie można też zapominać o ich roli w ochronie różnorodności biologicznej. Starolasy są domem dla wielu gatunków roślin, grzybów i zwierząt, które nie potrafią żyć w młodych lasach gospodarczych. Wiele z nich to gatunki rzadkie i zagrożone wyginięciem. Obecność dużych ilości martwego drewna, starych drzew dziuplastych czy naturalnych luk w drzewostanie tworzy warunki, których nie da się szybko odtworzyć. Dlatego Unia Europejska uznała ochronę starolasów za jeden z filarów Strategii na rzecz Bioróżnorodności 2030 – dodaje naukowiec z Uniwersytetu Śląskiego.
Z perspektywy Bielska-Białej i okolicznych miejscowości takie lasy są ogromnym sprzymierzeńcem w przeciwdziałaniu powodziom, które – na skutek zmian klimatycznych – regularnie pustoszą tereny u podnóża Beskidów, powodując straty sięgające setek milionów złotych. – Starolasy są niezwykle ważne dla gospodarki wodnej. Działają jak wielkie naturalne gąbki. Zatrzymują wodę opadową, ograniczają skutki susz, zmniejszają ryzyko gwałtownych spływów powierzchniowych i lokalnych powodzi. W Beskidach, gdzie coraz częściej obserwujemy okresy suszy przeplatane ulewnymi deszczami, funkcja ta ma szczególne znaczenie – stwierdza naukowiec.
Na ten problem naszego regionu zwrócił też swego czasu uwagę dr Sebastian Szklarek, prowadzący serwis „Świat Wody”. Wskazał, że choć lasy z natury idealnie chłoną nadmiar wody, to wycinka drzew i budowa dróg sprawiły, że najeżyliśmy je rynnami.
– To, co udało nam się wskazać, to nie są jakieś rozległe, dziewicze puszcze. To niewielkie fragmenty lasów, które przetrwały pośród lasów gospodarczych. Właśnie takie miejsca są dziś najcenniejsze, bo pokazują, jak funkcjonuje przyroda pozostawiona w dużej mierze samej sobie. Wkraczając w beskidzkie lasy, zwłaszcza te wysoko położone i trudno dostępne, wciąż można znaleźć enklawy o wysokim stopniu naturalności. To swego rodzaju mateczniki, w których przyroda sama decyduje o tym, co jest najlepsze. Jeśli naprawdę myślimy o adaptacji do zmian klimatu, to najrozsądniejsze, co możemy zrobić, to po prostu je chronić. Natura przez setki lat wypracowała własne mechanizmy dostosowywania się do zmieniających się warunków. Nie wymyślimy nic lepszego od rozwiązań, które już tam działają – mówi Jacek Zachara.
– Lasy Państwowe funkcjonują na podstawie ustawy, która mówi o różnych funkcjach lasu – przyrodniczych, społecznych czy ochronnych. Funkcja gospodarcza znajduje się tam dopiero na końcu. W praktyce jednak to właśnie produkcja drewna często staje się priorytetem. Nawet działania określane jako cięcia pielęgnacyjne czy sanitarne bardzo często prowadzą do usuwania drzew najcenniejszych z punktu widzenia przyrody. Chodzi o tzw. drzewa biocenotyczne – z dziuplami, wyłamaniami, wieloma pniami czy innymi mikrosiedliskami. To właśnie one są fundamentem leśnej bioróżnorodności, bo dają schronienie i miejsce do życia wielu gatunkom roślin i zwierząt. Dla leśników takie drzewa często nie przedstawiają wartości gospodarczej, ale dla ekosystemu są bezcenne – przekonuje.
– Problem polega na tym, że takich miejsc jest coraz mniej. Przeszliśmy praktycznie wszystkie obszary, które mogły spełniać kryteria starolasów. W wielu miejscach gospodarka leśna już zdążyła wkroczyć. Powstają jednowiekowe drzewostany, „lasy excelowe”, jak je nazywam, które łatwo zapisać w tabelach i zaplanować do eksploatacji. Tymczasem las zbliżony do naturalnego wygląda zupełnie inaczej. Obok dwustuletnich drzew rosną kilkunastoletnie siewki i drzewa w różnym wieku. Kiedy stare drzewo się przewraca, tworzy się luka, w której pojawia się nowe pokolenie lasu. To proces naturalny, który trwa nieprzerwanie od setek lat – objaśnia przyrodnik.
– Takie lasy są też niezwykle ważne dla zatrzymywania wody. W naszym regionie ma to szczególne znaczenie, bo od lat zmagamy się z problemem gwałtownych wezbrań i powodzi. Naturalny las magazynuje wodę i spowalnia jej odpływ. Tymczasem sieć leśnych dróg bardzo często przyspiesza spływ wody ze stoków. W przypadku powodzi czasami kilka centymetrów poziomu wody decyduje o tym, czy czyjś dom zostanie zalany, czy nie. Dlatego ochrona najcenniejszych fragmentów beskidzkich lasów nie jest wyłącznie kwestią przyrody i dostosowania się do zmian klimatu. To również inwestycja w bezpieczeństwo mieszkańców całego regionu – podkreśla Jacek Zachara.
Co szczególnie ważne, współczesne badania pokazują, że zdolność lasów do łagodzenia zmian klimatu nie jest dana raz na zawsze. – W wielu regionach świata obserwujemy już osłabienie funkcji pochłaniania dwutlenku węgla przez lasy. W niektórych miejscach, między innymi w części lasów tropikalnych Afryki i Australii, doszło wręcz do przejścia od roli pochłaniacza do źródła emisji CO₂. Dzieje się tak pod wpływem susz, pożarów, wzrostu temperatury i degradacji siedlisk. Właśnie dlatego tak ważne jest zachowanie tych fragmentów lasów, które zachowały najwyższy stopień naturalności. Starolasy są swoistymi „bankami odporności biologicznej”. Przechowują bogactwo genetyczne, stabilizują lokalny klimat, magazynują wodę i węgiel oraz podtrzymują funkcjonowanie całych sieci życia. W świecie coraz bardziej niestabilnym stają się jednym z naszych najcenniejszych sojuszników – stwierdza prof. Piotr Skubała.

To dopiero początek
Koniec akcji jej uczestników skłonił do głębokich refleksji. „Trochę szkoda, że ta praca dobiegła końca. Nie czujemy się zmęczeni i mamy poczucie, że dopiero się rozkręcaliśmy. W ostatnich tygodniach dołączały do nas kolejne osoby. Coraz więcej mieszkańców chciało zobaczyć, jak wygląda praca przy identyfikacji starolasów. Coraz więcej osób odkrywało, że wokół nas wciąż istnieją fragmenty lasów, które zachowały coś niezwykle cennego – naturalność. Właśnie wtedy, gdy termin zaczął zbliżać się do końca, poczuliśmy, że stworzyła się prawdziwa społeczność ludzi, którym zależy. Przez te tygodnie przeszliśmy dziesiątki kilometrów. Odwiedziliśmy dziesiątki lokalizacji. Widzieliśmy lasy piękne, zaskakujące i poruszające – szczególnie ogromne buki pamiętające kilka pokoleń ludzi. Widzieliśmy martwe drzewo pełne życia. Widzieliśmy lasy, które nie są idealnie uporządkowane, ale dzięki temu pozostają domem dla niezliczonych gatunków roślin, grzybów i zwierząt” – tymi słowami akcję podsumowują jej uczestnicy na facebookowym profilu „Las Wokół Miast”, gdzie wcześniej na bieżąco relacjonowali swoją pracę.
Najważniejsza ich konkluzja jest taka, że koniec to… dopiero początek. Zapewniają, że teraz zaczyna się kolejny etap – etap czuwania, pilnowania, bycia strażnikami tych niezwykłych miejsc.
„Starolasy, które udało nam się odnaleźć, są niewielkimi skrawkami świata, który w wielu miejscach już zniknął za sprawą gospodarki leśnej nastawionej li tylko na surowiec. Te fragmenty lasu to wyspy naturalności rozsiane pośród już zmienionych na modłę gospodarczą. To miejsca, które przetrwały dzięki szczęściu, położeniu albo przypadkowi. Dziś już wiemy, gdzie są. I mamy wobec nich pewne zobowiązanie – będziemy: o nich mówić, pokazywać je, reagować, gdy będą zagrożone – obiecują. Dodają, że „nie pozwolą naszym starolasom zniknąć po cichu”.
– Społeczna akcja identyfikacji starolasów dała szansę, aby w ochronę tego dziedzictwa włączyli się również mieszkańcy Beskidów, przyrodnicy i lokalne społeczności. To ważne, bo chroniąc starolasy, nie zabezpieczamy jedynie reliktów przeszłości. Chronimy fundamenty naszej przyszłości – puentuje prof. Piotr Skubała.
Odwiedź profil facebookowy Inicjatywy Las Wokół Miast.



























