Bielsko-Biała Wydarzenia

„Trudno o większą gangsterkę”. Problemy Tomasza M., który kierował SFR-em za rządów PiS-u

203 tysiące złotych z budżetu Studia Filmów Rysunkowych trafiły do firmy zajmującej się handlem wyrobami tytoniowymi w zamian za usługi tłumaczenia bajek, których nigdy nie zrealizowano. Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej skazał byłego dyrektora SFR Tomasza M., który usłyszał wyrok bezwzględnego więzienia. To niejedyne problemy 38-latka, który za rządów PiS kierował wytwórnią.

Tomasz M. został uznany winnym nadużycia uprawnień i wyrządzenia znacznej szkody majątkowej Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. 38-latek został skazany na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności. Ma także naprawić wyrządzoną szkodę poprzez zapłatę kwoty 203 150 zł wraz z odsetkami – pieniędzy, które zostały wypłacone za tłumaczenia bajek, choć usługa nie została zrealizowana.

Ogłaszając wyrok – w czwartek, 2 lipca – sędzia Kamila Szeląg-Krupa uzasadniała, że jedyną okolicznością łagodzącą był fakt, iż w momencie popełniania przestępstwa Tomasz M. był osobą niekaraną (wcześniejsze wyroki – za oszustwo i ciężki uszczerbek na zdrowiu partnerki – zdążyły mu się zatrzeć). Sędzia zwracała uwagę, że kwota ponad 200 tys. zł była „istotna” dla wytwórni, ponieważ ta dysponuje niewielkim budżetem.

– Stanowiła znaczną część jej środków i zagroziła realizacji zadań statutowych oraz bieżącej działalności – mówiła.

Jak uzasadniała dalej, Tomasz M., jako pełniący obowiązki dyrektora wytwórni, polecił zapłatę dwóch faktur za usługi tłumaczeń, które faktycznie nie zostały wykonane, a oskarżony miał tego pełną świadomość.

Firma od wyrobów tytoniowych

Nominat wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego na stanowisko został powołany 18 grudnia 2020 roku, a polecenie zapłaty za pierwszą fakturę wydał 5 stycznia 2021 roku. W ocenie sądu realizacja usługi w okresie świąteczno-noworocznym była niemożliwa do zrealizowania.

W trakcie procesu oskarżony nie przedstawił umowy łączącej wytwórnię z firmą, która miała wykonać usługę.

– Jeżeli umowa zostałaby zawarta, pozwoliłaby na ustalenie przedmiotu umowy, jakie prace zostały zlecone, jak i wynagrodzenia za zleconą usługę – mówiła sędzia Szeląg-Krupa.

Dodała, że Tomasz M. przed zleceniem dubbingu nie przeprowadził badania rynku, do czego jako podmiot publiczny był zobowiązany. Taki obowiązek wynikał wprost z ustawy o finansach publicznych.

– Wszelkie wydatki publiczne powinny być wykonywane w sposób celowy i oszczędny – dodawała sędzia. Tymczasem zlecenie usługi odbyło się bez żadnego postępowania przetargowego.

– Takie postępowanie ma na celu wybranie najtańszej oferty – mówiła sędzia, ogłaszając wyrok.

Oskarżony w lutym, a więc po rzekomym wykonaniu usługi i zapłaceniu za nią, wydał zarządzenie wyłączające stosowanie przepisów o zamówieniach publicznych z datą wsteczną – od 3 stycznia.

– Działania te były niczym innym jak działaniem mającym na celu zgromadzenie materiału uwiarygadniającego, że faktycznie do wykonania usługi doszło, co nie miało miejsca – mówiła sędzia Szeląg-Krupa.

Wątpliwości budzi także wybór podmiotu, któremu zapłacono za specjalistyczne usługi. Zgodnie z danymi w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej firma ta zajmowała się sprzedażą wyrobów tytoniowych. Nie miała doświadczenia w wykonywaniu tłumaczeń.

Oskarżony tłumaczył, że wybrał ten podmiot, ponieważ miał rekomendację ambasadora Armenii, ale rekomendacja została wydana 19 stycznia, a więc już po zleceniu i opłaceniu usługi. Wynikało z niej, że ambasador wskazał firmę, ponieważ posiadała zaplecze producenckie i doświadczenie w realizacji dubbingu.

Wątpliwości budziły również zeznania właściciela firmy, które sędzia przytoczyła w uzasadnieniu.

Mężczyzna, który mieszka w Polsce od 30 lat, jest cudzoziemcem i ukończył AWF w Armenii. Nie miał żadnego doświadczenia w realizacji tłumaczeń. Twierdził, że umowa z SFR została zawarta, ale nie przedstawił jej.

Abstrakcyjnie brzmiały jego wyjaśnienia dotyczące sposobu realizacji usługi. Mężczyzna twierdził, że ściągał odcinki bajek z YouTube’a i, słuchając ich, tworzył do nich napisy w języku ormiańskim. Jego praca miała polegać na synchronizacji napisów z obrazem i dźwiękiem.

W zakresie zleconych mu tłumaczeń na język hiszpański, portugalski i migowy deklarował, że nie zna tych języków i szukał pośredników do wykonania usługi. Do tego celu wykorzystywał wyszukiwarkę Google.

– Takie doświadczenie, wykształcenie i sposób realizacji usługi budzą ogromne wątpliwości i nie wymagają dalszego komentarza – oceniała sędzia Szeląg-Krupa.

Dodała, że pracownicy SFR zeznali, iż wytwórnia nigdy nie wydawała żadnych materiałów, które umożliwiałyby realizację dubbingu.

Podczas ogłaszania wyroku na sali rozpraw nie było oskarżonego ani jego obrońcy. Można jednak przypuszczać, że Tomasz M. wystąpi o sporządzenie uzasadnienia wyroku i złoży apelację.

Równocześnie przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej toczy się postępowanie wobec firmy, która miała zrealizować usługi. SFR oczekuje zwrotu niesłusznie zapłaconych pieniędzy. Postępowanie cywilne trwa.

– Wyrok podziela ustalenia śledztwa, oceniamy go jako słuszny i obecnie nie widzimy podstaw do wywodzenia apelacji – mówi redakcji prokurator rejonowy Łukasz Zachura.

Chcieliśmy także uzyskać komentarz obecnego dyrektora SFR Macieja Chmiela, ale poinformowano nas, że przebywa na urlopie.

„Trudno o większą gangsterkę”

Ogłoszony wyrok to niejedyny problem Tomasza M. Kilka dni wcześniej rzecznik rządu Adam Szłapka informował o problemach Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii, o której również pisaliśmy w czasie, gdy 38-latek został dyrektorem Studia Filmów Rysunkowych.

„420 tys. zł w pięć dni przelanych z konta fundacji na prywatne rachunki Tomasza M., jego żony i Miłosza Manasterskiego. Miały być obozy dla dzieci i projekty patriotyczne. Dziś są decyzje o zwrocie pieniędzy, egzekucja i śledztwo” – napisał na portalu X Szłapka, a szczegóły podał dyrektor Narodowego Instytutu Wolności (NIW). Organizacja domaga się zwrotu dotacji w kwocie 700 tys. zł plus odsetki.

Tomasz M. wspólnie z Miłoszem Manasterskim, ekspertem TV Republika odznaczonym przez prezydenta Andrzeja Dudę, zasiadają w zarządzie Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii. Organizacja w trakcie rządów PiS otrzymała od NIW, nad którym pieczę sprawował minister Piotr Gliński, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sumie około miliona złotych.

W ten sposób na przestrzeni lat panowie pozyskali kilkaset tysięcy złotych na różnego rodzaju inicjatywy patriotyczne, z których wiele nigdy nie zostało zrealizowanych.

– Wydałem decyzje administracyjne orzekające o obowiązku zwrotu dotacji oraz o odpowiedzialności członków zarządu prywatnym majątkiem za zobowiązania fundacji, a także wszcząłem postępowanie egzekucyjne w tej sprawie – mówił Michał Braun, obecny dyrektor NIW, dodając, że sprawę wyjaśnia prokuratura.

Z ustaleń przytoczonych przez urzędnika wynika, że publiczne pieniądze w dużej mierze trafiały na prywatne konta m.in. Tomasza M. i jego żony, która pochodzi z Armenii, co tłumaczy zamiłowanie byłego dyrektora Studia Filmów Rysunkowych do tego kraju.

„Trudno o większą „gangsterkę” niż zgarnięcie na prywatne konta setek tysięcy złotych przeznaczonych na wakacyjne obozy dla dzieci. Trudno o większą obłudę niż pozorowanie działań patriotycznych i przelewanie kasy na własne konto. (…) Fundacja przedstawiała do rozliczenia nieprawdziwe faktury, listy obecności i programy wydarzeń” – relacjonuje Braun i podaje najważniejsze ustalenia kontroli.

W ciągu zaledwie pięciu dni, w marcu 2022 roku, z konta Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii przelano 420 tys. zł m.in. na prywatne rachunki Tomasza M. i jego żony. Na wypłaty te nie przedstawiono żadnych umów ani rachunków. Podobne działania miały miejsce także w latach 2020-2021.

Fundacja brała pieniądze m.in. na organizację biegu Bitwy Warszawskiej w USA, na projekt zatytułowany „Z Armenii i Górskiego Karabachu nad polski Bałtyk” czy na organizację wyjazdów wakacyjnych dzieci z Kresów do Polski.

– Ośrodki wypoczynkowe nie potwierdziły organizacji takich turnusów, a przedstawiane faktury zostały uznane za nieistniejące – informuje dyrektor Braun.

Bartłomiej Kawalec

google_news
Kronika Beskidzka prasa