Wydarzenia Wadowice

Aura zapisana w słojach

Całe swoje blisko dwustuletnie życie spędził w jednym miejscu, będąc niemym świadkiem wielu kaprysów pogody i działalności człowieka. Po dębie pozostały wspomnienia, a jego pień pomaga naukowcom.

31 stycznia 2024 r. w centrum Kleczy rozległ się huk potężnych pił spalinowych. Szybko po okolicy rozeszła się wieść, że potężny dąb stojący w pobliżu kościoła parafialnego pw. św. Wawrzyńca Męczennika zakończył swój żywot.

– Po policzkach niejednego parafianina popłynęły łzy – wspomina długoletni mieszkaniec Kleczy. – Wszak to drzewo przez blisko dwa stulecia „witało” przychodzących do kościoła. Wielka korona niczym ogromny parasol chroniła latem przed słońcem, a podczas deszczu przed zamoknięciem. Było to również miejsce spotkań. Hasło „po mszy pod dębem”, szczególnie dla wielu młodych mieszkańców Kleczy było zapowiedzią romantycznego spotkania. Niestety badanie dendrologiczne skazało drzewo na wycięcie. Uszkodzony pień podtrzymujący okazałą ciężką koronę groził złamaniem się podczas silnych wiatrów. Dąb rósł w miejscu przebywania setek, bywało tysięcy ludzi podczas uroczystości religijnych, w pobliżu ruchliwej drogi powiatowej, toteż nie można było zwlekać. Już wcześniej drzewo dawało znaki, że jest w kiepskim stanie. W 2023 roku podczas wichury runął na ziemię jeden z potężnych konarów – wspomina nasz rozmówca.

Pień pod lupą naukowca

Pozostawiony w ziemi potężny pniak o średnicy 170 cm jest pamiątką po niegdysiejszym strażniku świątyni. Widoczne na pniu słoje są dla specjalistów niczym otwarta księga. Każdy słój jest opowieścią o jednym roku z życia drzewa, zaś razem tworzą kronikę o zmianach klimatycznych, katastrofach naturalnych, a nawet o historii cywilizacji.

Dębem obok kościoła w Kleczy zainteresował się dr hab. Tomasz Ściężor, profesor Politechniki Krakowskiej, autor książek historycznych (między innymi „Klecza pod Wadowicami”, „Prokocim dawniej i dziś” oraz almanachów astronomicznych).

– Dokładne policzenie słojów na podstawie zdjęcia tak potężnego pniaka jest wyzwaniem, ponieważ w niektórych miejscach są one cieńsze niż milimetr – opowiada naukowiec. – Jednak korzystając z powiększenia i analizując promień pnia w najbardziej czytelnym miejscu, można przeprowadzić szczegółową analizę sekwencyjną. Data wykiełkowania to około lat 1845-1855. Są to czasy zasłużonego proboszcza kleczańskiego księdza Antoniego Góralika, który właśnie w tych latach zbudował nową, murowaną plebanię i założył istniejący do dzisiaj cmentarz. Zapewne to za jego sprawą został posadzony nasz dąb.

Naukowiec zaznacza, że był to czas po zakończeniu tzw. Małej Epoki Lodowej. – Klimat był umiarkowany, z regularnymi opadami, co pozwoliło dębowi na „szybki start” – wyjaśnia.

Sprzyjająca aura nie trwała jednak wiecznie. Na lata 20. i 40. XX wieku przypadły ekstremalne anomalie. – To najbardziej dramatyczny wizualnie fragment pnia – ciemniejsze pasma w środkowej strefie – przybliża specjalista. – Zima Stulecia (1928/1929) jest wyraźnie widoczna jako ciemniejszy pierścień w środkowej części pnia. Temperatury spadały wtedy poniżej minus 40°C. Wiele dębów doznało wówczas tak zwanych listew mrozowych, czyli pęknięć wzdłuż pnia, co na przekroju objawia się charakterystycznymi „bliznami” lub nagłym zwężeniem słojów na kilka kolejnych lat. Ślad po niej znajduje się mniej więcej w jednej trzeciej odległości od środka pnia. W tym miejscu widać wyraźne zgrubienie i ciemniejszą barwę, co może sugerować, że drzewo doznało głębokiego przemarznięcia, a następnie przez kilka lat „leczyło” ranę, nadbudowując grubszą warstwę drewna – wyjaśnia naukowiec.

Kolejny bardzo mroźny czas przypadł na przełom lat 1939 i 1940 roku. Z tamtych lat na pniu jest widoczna seria kilku niemal zrośniętych ze sobą linii. – Ślady kolejnej „zimy stulecia” (1962/1963) znajdują się mniej więcej w dwóch trzecich odległości od środka do kory, widoczne jako pasmo bardzo gęstych, niemal zlanych ze sobą słojów w środkowej części promienia. Ekstremalnie długie mrozy zahamowały wzrost drzewa, przez co przyrosty z tych lat są mikroskopijne.

Wpływ zmian klimatu

Swoją obecność wyraźnie zaznaczyła również zima 1986/1987, pozostawiając ciemny, szeroki pierścień, który rzuca się w oczy przed samą korą. – Oprócz mrozu, wpływ na ten ciemny kolor mogły mieć też zanieczyszczenia powietrza (tzw. kwaśne deszcze), które w tamtym okresie mocno obciążały dęby – wyjaśnia dr Ściężor, tłumacząc, że mimo dużej wilgotności w drugiej połowie XX wieku, drzewo zmagało się z poważnym wyzwaniem spowodowanym przez industrializację.

– Słoje są średniej szerokości, ale mają często ciemniejszy odcień z powodu wpływu otoczenia. W tym czasie mogło dojść do zmiany chemii gleby z powodu opadów kwaśnych deszczów w latach 70. i 80. XX wieku – podkreśla specjalista.

Jednak najtrudniejszy dla drzewa okazał się początek XXI wieku. – Przy samej korze słoje są tak gęste, że niemal zlewają się w jedną ciemną masę. To klasyczny zapis ocieplenia klimatu. Mimo wyższych temperatur, dąb cierpiał z powodu braku wody (susze glebowe) i obniżenia poziomu wód gruntowych spowodowanego przez nową infrastrukturę drogową. Ostatnie dwie dekady były dla tego drzewa najtrudniejsze w całym jego życiu. Walczyło o każdą kroplę wody, co widać w minimalnych przyrostach – podkreśla Ściężor.

Naukowiec zwraca również uwagę na wielkie wypróchnienie (ubytek) w centrum pnia. – Obok rdzenia znajduje się duży, ciemny otwór. To nie jest zwykły słój. Wygląda na ślad po odłamanej dużej gałęzi lub uszkodzeniu pnia, które miało miejsce około 60-80 lat temu. Drzewo próbowało „zalać” ubytek nową tkanką, ale wdała się tam infekcja grzybowa, tworząc dziuplę. Natomiast lewa strona pnia (od ulicy) jest wyraźnie „pofalowana”. Takie zgrubienia kory i drewna często powstają w odpowiedzi na uderzenia lub długotrwały ucisk (np. dawne ogrodzenie, które wrosło w drzewo, zanim postawiono obecny mur) – podsumowuje badania dr Ściężor. Naukowiec dodaje, że drzewo w czasach swojej świetności mogło osiągać do 35 metrów wysokości, korona miała rozpiętość rzędu 20-25 metrów, a masa drzewa (pień, gałęzie i liście) wynosiła do 25 ton.

google_news
Kronika Beskidzka prasa