Aleksandra Hamkało odwiedziła Cieszyn, by zagrać w spektaklu „Królowe życia”. W rozmowie z red. Mariolą Morcinkovą opowiada m.in. o spektaklu, ale też dzieli się swoją definicją bycia królową życia nie tylko we własnym domu, ale też w podróży.
Mówi również o serialu „Na dobre i na złe”. Wciela się w nim w postać Julki Burskiej, która do całej tej historii wróciła w 2016 roku.
Aktorka teatralna, filmowa, serialowa, marzycielka i podróżniczka. Czy tak można Panią opisać w kilku słowach?
Oczywiście, można tak o mnie powiedzieć.
Mam wrażenie, że choć równie aktywna jest Pani przed kamerą, jak i na deskach teatralnych, to jednak bliżej Pani do teatru. Czy się mylę?
To zupełnie nieprawda. W teatrze nie było mnie przez dziesięć lat. Dopiero od zeszłego roku, od mojego udziału w spektaklu „Prestiż”, jestem w nim bardziej aktywna.
Czy mimo to teatr jest bliższy Pani sercu?
Tego się zupełnie nie da porównać. Czymś zupełnie innym dla aktora jest teatr, a czymś innym kino.
Czym więc dla Pani jest teatr?
Teatr jest dla mnie treningiem warsztatu.
Spotykamy się w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Cieszynie, tuż po pierwszym spektaklu „Królowe życia” w reżyserii Wojciecha Błacha. Jakie emocje towarzyszą Pani po zejściu ze sceny?
Byłam zestresowana, jestem bardzo wdzięczna mojej partnerce scenicznej, Kasi Zawadzkiej, ponieważ kilka tekstów pomogła mi dowieźć, ale bardzo dobrze się bawiłam, myślę, że widownia również. Bardzo się z tego cieszę.
W tej historii wciela się Pani w Vanessę. Jak Pani budowała tę postać?
Musiałam zbudować ją szybko, ponieważ próby trwały krótko. Przede wszystkim chcę się bardzo dobrze bawić na tych spektaklach, ponieważ kiedy w tym, co robimy na scenie jest lekkość, to wtedy widownia też dobrze się bawi.
Co opowiedziałaby Pani o swojej postaci tak, by nie zdradzać za wiele?
Mieni się różnymi kolorami, ponieważ potrafi być mamusią, opiekunką, jest czuła dla swojego synka, ale z drugiej strony jest bardzo gorącą kobietą, która swoim ciałem zarabia na życie.
Jaka jest Pani definicja bycia królową życia?
To mój cel, by jak najczęściej się czuć królową życia. (śmiech)
W jakich okolicznościach ostatnio tak się Pani czuła?
Pytanie w punkt. (śmiech) Ostatnio tak się czułam, kiedy z całą rodziną wyjechałam na wakacje i robiłam to, co kocham najbardziej, czyli chodziłam po górach.
Każda z nas czasami chce się poczuć królową życia, albo przynajmniej królową we własnym domu, prawda?
Ja bez wątpienia jestem królową we własnym domu.
Zaprośmy widzów na ten spektakl.
Zapraszam bardzo serdecznie. To spektakl, który jest rozrywką na poziomie. Grają w nim świetni aktorzy. Z widowni można usłyszeć salwy śmiechu, więc na pewno wszyscy świetnie się bawią. Można mnie spotkać w roli, której nigdy wcześniej nie zagrałam.
Ilekroć rozmawiam z twórcami we wnętrzach Teatru im. Adama Mickiewicza, słyszę, że ma w sobie swego rodzaju magię. Zgodzi się Pani z tym stwierdzeniem?
To przepiękny teatr. W Cieszynie jestem pierwszy raz. Kiedy wyszłam na tę scenę, byłam zachwycona. Tutejszy teatr jest bardzo podobny do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
To właśnie w jego wnętrzach w 1974 roku kręcono „Ziemię obiecaną”. Wiedziała Pani o tym?
Nie wiedziałam o tym.
Do obsady serialu „Na dobre i na złe” dołączyła Pani w 623. odcinku, w 2016 roku, jako znana już wszystkim, ale z nową twarzą, Julka Burska. Czy wcześniej oglądała Pani serial?
Oczywiście, oglądałam ten serial, kiedy byłam dzieckiem. Dobrze pamiętam postać Julki z tych czasów.
Czy to właśnie z Julką jest Pani najczęściej kojarzona przez widzów?
Tak, na ten moment jestem najczęściej kojarzona z Julką, ale często jestem też kojarzona z rolą stażystki Basi Torzewskiej z Copernicusa, w którą wcieliłam się w „Lekarzach”.
Dziękuję za rozmowę.




