Wydarzenia Bielsko-Biała

Miliony na billboardy. Wyciągali kasę z lasu

Miała być spektakularna akcja promocyjna Lasów Państwowych za miliony złotych, a skończyło się na skandalu i wyprodukowaniu tysięcy nikomu niepotrzebnych tablic. Od miesięcy w nadleśnictwach w całej Polsce stoją puste stelaże. Jest i bielski wątek.

W ubiegłym roku ogólnopolskie media informowały, że Lasy Państwowe planują postawić dwa tysiące billboardów na terenie nadleśnictw w całej Polsce. Na ten cel pierwotnie przeznaczono 65 000 000 zł. Bielski przedsiębiorca, który podjął się realizacji billboardów, przedstawił znacznie niższą ofertę. Teraz na jego magazynie zalega kilkadziesiąt ton stali, która po wyborach nie była już potrzebna, a on do dziś nie otrzymał zapłaty. Nowe władze Lasów Państwowych mówią, że doszło do przestępstwa, a część dokumentacji zaginęła.

Polityczna kampania?

O billboardach jako pierwsza pisała „Gazeta Wyborcza”. Oficjalnie kampania billboardowa miała promować „trwale zrównoważoną gospodarkę leśną, ochronę przyrody oraz dziedzictwa kulturowego”. Jak się potem okaże, były to tylko hasła, które miały nas chwytać za serce. Nieoficjalnie zaś za kampanią stali politycy PiS i Solidarnej Polski, a same billboardy miały zostać wykorzystane przed jesiennymi wyborami do parlamentu.

Informatorzy „Wyborczej” twierdzili, że tablice mają stanąć w obleganych przez turystów miejscach przed wyborami do parlamentu. Pojawić się na nich miały przede wszystkim twarze polityków partii Zbigniewa Ziobry. Zwrócono także uwagę, że kwota przeznaczona na billboardy jest niemal dwukrotnie wyższa od tej, jaką Lasy Państwowe przeznaczają na przykład na pomoc dla parków narodowych. „Tablice mają stanąć w miejscach, które nie znajdują się pod kontrolą samorządów ani zarządców dróg. Dlatego Lasy Państwowe nie będą musiały prosić nikogo o zgodę na postawienie billboardów” – pisały media. Co ciekawe, za realizacją projektu stał Zakład Budowlano-Drogowy Bieszczady z Ustrzyk Dolnych. To firma, której właścicielem w całości są Lasy Państwowe.

Wkrótce okazało się jednak, że billboardy, na które wydano ostatecznie 35 000 000 zł z Funduszu Leśnego, prawdopodobnie z powodu tego, że zabrakło czasu na ich dystrybucję przed 15 października, znajdowano… porzucone w lesie. Zdziwienia nie kryli grzybiarze, którzy natknęli się na nie pod Poznaniem. Kilka dni wcześniej na teren Wielkopolski, stelaże przyjechały z Ustrzyk Dolnych, skąd zostały zamówione. Konstrukcje miały zostać dostarczone do Nadleśnictwa Babki w Wielkopolsce kilka dni przed październikowymi wyborami.

Media przekonywały, że wykonanie 2 tysięcy billboardów promujących zrównoważoną gospodarkę leśną i ochronę przyrody zlecili politycy Zjednoczonej Prawicy. W skład spółki Bieszczady, czyli zleceniodawcy, wchodziły bowiem osoby działające w strukturach Prawa i Sprawiedliwości.

Wydano więc ponad 35 000 000 zł. To i tak o niemal połowę mniej w odniesieniu do wstępnych 65 000 000 złotych. Dziennikarze policzyli, że rzeczywiste koszty takiej kampanii powinny jednak wynieść nieco ponad 4 mln zł. Powtórzmy – środki na akcję billboardową pochodzą z Funduszu Leśnego, który jest wspólną rezerwą wszystkich polskich nadleśnictw. Miała więc być spektakularna akcja promocyjna Lasów Państwowych za miliony złotych, a skończyło się na skandalu, braku kontroli nad tym, co się dzieje i wyprodukowaniu tysięcy nikomu niepotrzebnych tablic. Od miesięcy w nadleśnictwach w całej Polsce stoją puste stelaże.

Bielski wątek

To jednak nie koniec tej historii, która – jak się okazuje – ma też lokalny wątek. Kiedy pewien przedsiębiorca z Bielska-Białej dowiedział się, że Lasy Państwowe przeznaczą bajońskie sumy na kampanię reklamową, przedstawił im swoją ofertę, która wynosiła 17 mln zł. Kwota ta obejmowała kompleksowo produkcję i montaż. Zleceniodawcą w tym przypadku również była firma z Ustrzyk Dolnych. Zapłaciła ona bielskiej agencji reklamowej 70 proc. zaliczki z umówionej kwoty, reszta miała być płatna w trakcie i po realizacji zamówienia. Pozostałej części zapłaty jednak nie było, pozostałej części zamówienia firma nie odebrała. Na wynajętym placu w Bielsku-Białej zalega teraz kilkadziesiąt ton stali.

Po wyborach przedsiębiorca miał usłyszeć, że billboardy nie są już potrzebne. W tej sytuacji oddał sprawę do sądu i czeka na nakaz zapłaty. – Najbardziej boli mnie to, że prywatny przedsiębiorca, rodzinna firma, została oszukana przez spółkę Skarbu Państwa – mówi w rozmowie z „Kroniką”.

Później, jak twierdzi przedsiębiorca, produkcją billboardów miał zająć się syn prezesa spółki z Ustrzyk Dolnych, który niedługo po nieudanej transakcji zarejestrował firmę i rozpoczął produkcję własnych tablic. Bielski przedsiębiorca przyznaje, że na całym przedsięwzięciu miał zarobić milion złotych, a teraz z powodu niezapłaconych faktur, jest stratny o taką kwotę. Musi jeszcze wywiązać się ze swoich zobowiązań, czyli np. zapłacić kontrahentom za dostawę stali.

– Lasy Państwowe chciały zlecić to znajomej firmie, ja skutecznie lobbowałem, dlatego od początku robili mi pod górkę. Nie boję się powiedzieć, że panuje tam nepotyzm, a ja swoją ofertą uratowałem mnóstwo pieniędzy z kieszeni podatników i sam na tym straciłem – przekonuje. O zlecaniu zadania znajomym firmom mówi także nowy dyrektor Lasów Państwowych, ale o tym za chwilę.

Zapytaliśmy rzecznika Lasów Państwowych m.in. o to, dlaczego zakup billboardów związanych z wyborami odbywał się za pośrednictwem spółki Skarbu Państwa i bieszczadzkiej firmy, której ta jest właścicielem. Zapytaliśmy też, dlaczego zamówienie nie zostało zrealizowane do końca i czy prawdą jest, że po wyborach przedsiębiorca usłyszał, że „billboardy są już niepotrzebne” w sytuacji, gdy poniósł już koszty materiałów i produkcji. Pytaliśmy też, dlaczego firma, w której udziały ma Skarb Państwa naraziła na straty prywatnego przedsiębiorcę z Bielska-Białej i czy prawdą jest, że Lasy Państwowe zamierzały zlecić zadanie innej, zaprzyjaźnionej firmie i przeznaczyć na transakcję znacznie większą kwotę, niż zaoferował przedsiębiorca.

Rafał Zubkowicz z wydziału komunikacji społecznej Lasów Państwowych przekazał nam, że spółka nie będzie odpowiadać na otrzymane pytania indywidualnie, natomiast nowe kierownictwo Lasów Państwowych zamierza przeprowadzić w tej sprawie audyt, a następnie zorganizować konferencję prasową, na której odpowie na nurtujące nas kwestie.

Książkowy przykład niegospodarności

Taka konferencja istotnie się odbyła. Przekazano, że nowe kierownictwo Lasów Państwowych (dyrektor zmienił się w styczniu) dysponuje już początkowymi wynikami audytu. Okazało się, że głównym zleceniodawcą miał być Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie, jednak bez procedury przetargowej przekazano to ZBD Bieszczady. Według zamówienia, w każdym nadleśnictwie w Polsce miało stanąć po pięć billboardów. Wykonanie zlecono kilku firmom zewnętrznym, choć Bieszczady miały same wyprodukować i postawić konstrukcje w ramach procedury in-house. Udowodniono jednak, że Bieszczady zlecały wykonanie tych samych zleceń kilku podmiotom równocześnie, często należącym do rodziny czy znajomych. Wśród nieprawidłowości wskazano też m.in. świadome naruszenie prawa zamówień publicznych i wybór droższych ofert, a także to, że nie było żadnego uzasadnienia na wykorzystanie środków z Funduszu Leśnego na finansowanie przedsięwzięcia.

– Są poszlaki świadczące o możliwości wykorzystania billboardów w celach kampanii wyborczej, ponieważ intensywna korespondencja z producentami została wyciszona po wyborach i projekt został porzucony – mówił Witold Koss, nowy dyrektor generalny Lasów Państwowych. Dodał również, że „wyprodukowanie tak szpetnych konstrukcji nie ma żadnego waloru promocji”. Wręcz przeciwnie, odstrasza i pokazuje brak kompetencji.

Całą sprawę nazwano zaś książkowym przykładem niegospodarności na szeroką skalę. Leśnicy policzyli, że na akcję billboardową już teraz wydano ok. 23 miliony złotych, ale te dane mogą być niepełne, ponieważ – jak się okazuje – w dziwny sposób, nagle zaginęła część dokumentacji. Ponadto nie zbadano możliwości posadowienia billboardów w miejscach, w których miały się znaleźć i zaniechano nadzoru nad elementami wyprodukowanymi, a same tablice, które znajdowane są w różnych częściach kraju, jak np. na magazynie w Bielsku-Białej, nie nadają się już do użytku.

– W tej sprawie dopuszczono się wielu przestępstw. Las najlepiej promuje się sam. Uszczelnimy mechanizmy, aby takie zdarzenia nie mogły się powtórzyć w przyszłości, w tak poważnej firmie nie może się to zdarzać – mówił Witold Koss.

Pełniący obowiązki dyrektora Ośrodka Kultury Leśnej w Gołuchowie Adam Kozyra tłumaczył z kolei, że teraz ta instytucja ma ogromny problem, ponieważ tablice są nieestetyczne, są trudności z ich legalizacją i uzyskaniem pozwoleń na ich posadowienie, sama konstrukcja nie zgadza się z projektem oraz nie sporządzono żadnych protokołów odbiorów, a co za tym idzie, nie ma możliwości rozliczenia zlecenia. Jak można przeprowadzić wielomilionową inwestycję i nie mieć odbiorów? Z kolei ewentualna sprzedaż billboardów wiąże się ze znacznymi stratami finansowymi, ponieważ trzeba by sprzedać je po cenach rynkowych, a produkowane były po znacznie wyższych.

Las reklamuje się sam

W miejscowości Rabe na Podkarpaciu znajduje się kamieniołom, gdzie teraz zwożone są billboardy z całej Polski. 310 z nich zdążyło już stanąć na terenie różnych nadleśnictw. Stoją teraz puste, pięć stoi na terenie Bielska-Białej, np. w pobliżu amfiteatru w Lipniku czy na Przegibku, co potwierdził nam rzecznik Nadleśnictwa Bielsko Tomasz Gawęda. – Nasza rola ograniczyła się do udostępnienia miejsca Ośrodkowi Kultury Leśnej w Gołuchowie. Raz musieliśmy interweniować z powodu nieodpowiedniego mocowania – mówi.

Lasy Państwowe zamierzają w sprawie afery billboardowej złożyć zawiadomienie do prokuratury. Jak ustalono, co najmniej pięciu pracowników instytucji, którzy odpowiadali za realizację zadania było blisko powiązanych z poprzednią ekipą rządzącą, czyli z PiS. Na konferencji stwierdzono też, że cała sprawa urąga odpowiedzialności za leśny krajobraz i Lasy Państwowe stoją teraz przed trudnym zadaniem, jakim jest przywrócenie godności zawodu leśnika po rządach PiS. Pozostaje jeszcze kwestia obciążeń u wykonawców.

Nasuwa się pytanie, co jeszcze sponsorowały Lasy Państwowe za czasów PiS? Jak to jest, że ceny drewna są tak wysokie, a w poważnej instytucji tak łatwo wydaje się publiczne pieniądze? Aby wyobrazić sobie skalę pieniędzy wyrzuconych w błoto i ogrom akcji billboardowej wystarczy powiedzieć, że w ostatnich latach w Bielsku-Białej, prawie 170 tysięcznym mieście, za kwotę niespełna 23 mln zł wybudowano dwa nowoczesne przedszkola – przy ul. Karpackiej i Kazimierza Wielkiego, do których uczęszcza 400 dzieci. Czy nie lepiej wybudować kilka przedszkoli niż promować się na billboardach, co i tak się nie udało?

Trudno nie zgodzić się z nowym dyrektorem Lasów Państwowych, który powiedział, że las reklamuje się sam. Po co naszym lasom reklama, skoro jesteśmy jednym z największych eksporterów drewna w Europie? Gdzie kupić drewno, jeśli nie za pośrednictwem Lasów Państwowych? Ogromny monopolista reklamy nie potrzebuje. Ale przypomnijmy, że w ubiegłym roku również z Funduszu Leśnego wydano 11 mln zł na inną promocję. Chodziło o to, by m.in. ksiądz z ambony mówił, że „drewno jest z lasu”. To też miała być forma reklamy, ale czy naprawdę ekipa rządząca Lasami Państwowymi uważała, że ludziom trzeba tłumaczyć, skąd pochodzi drewno? Diecezja bielsko-żywiecka i parafia w Starej Wsi w gminie Wilamowice otrzymały na ten cel po 100 tys. zł. W tej sytuacji afera billboardowa przestaje nieco dziwić.

Wygląda na to, że pod płaszczykiem ochrony przyrody i dziedzictwa kulturalnego, kombinatorzy bez zająknięcia zwyczajnie wyprowadzali pieniądze ze spółki Skarbu Państwa. A przecież drewno i jego cena ma wpływ na codzienność wielu milionów Polaków, tych, którzy ogrzewają drewnem domy, mieszkania. Opał drożeje, a Lasy Państwowe wydają ogromne sumy na swoje zachcianki. Ceny drewna w ostatnich latach poszybowały o 200 300 proc. w górę. Wiele fabryk meblarskich zbankrutowało, przedsiębiorców nie stać na palety do transportu towarów. Deska do krojenia, którą każdy z nas ma w swoim domu, też jest wykonana z drewna i kosztuje znacznie więcej niż powinna. Nie można o tym zapominać. Do sprawy będziemy wracać.

google_news
6 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Opony zimowe
Opony zimowe
1 miesiąc temu

Gdzie pis, tam złodziejstwo i wały na miliony

Kri_
Kri_
1 miesiąc temu
Reply to  Opony zimowe

I to jeszcze w imię Boga, Honoru i Ojczyzny.

Proste
Proste
1 miesiąc temu
Reply to  Opony zimowe

Nie ma większych zlodzieji niż wy POlitycznie POdejrzani zdrajcy

nieprawdopodobne
nieprawdopodobne
1 miesiąc temu

Fajnie, i ten przedsiębiorca bielski jest krystaliczny? Zaoferował kompleksową produkcję i montaż za 17 mln zł ilu bilbordów?, ile miał zarobić na przeznaczanych bajońskich sumach na kampanię reklamową Lasów Państwowych? Wypowiada się, że skutecznie lobbował oraz swoją ofertą uratował mnóstwo pieniędzy z kieszeni podatników sam tracąc przy tym. A i martwi się jeszcze o kieszeń syna prezesa z Ustrzyk Dolnych.

prawdopodobne
prawdopodobne
1 miesiąc temu

a juz był w ogròdku
juz witał się z gąską..

Oset
Oset
1 miesiąc temu
Reply to  prawdopodobne

I nagle wpadł w studnie wąską w ziemię wkopaną do której wode zbierano …