Wydarzenia Bielsko-Biała

Pani Stefania. Niczym Marilyn Monroe

Fot: KGO

Kiedy jeszcze żyła, pani Stefania poprzez swoją elegancję i wyjątkowość była ozdobą bielskich ulic. Gdy w samotności zmarła, pogrzeb musieli wyprawić obcy jej ludzie. Za to niedawno opróżniane było jej mieszkanie z pamiątek, które po sobie pozostawiła. Obrazy, lalki z kolekcji, zdjęcia, zapiski. Dla jednych mało warte, dla innych cenne pod względem historii Bielska-Białej. Zajrzeliśmy więc do nich.

– To nie są jakieś cenne rzeczy, ale faktycznie część tego, co jest inwentaryzowane trafić może na aukcje – mówi Krzysztof Kwiatkowski, z-ca dyrektora Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej.

Stefania Grabys-Szypuła mieszkała przez laty w mieszkaniu komunalnym, w samym centrum Bielska-Białej. Kiedy pod koniec życia podupadła mocno na zdrowiu, nie mając żadnej rodziny, trafiła do jednego z prywatnych domów pomocy w mieście. Tam zmarła we wrześniu 2019 roku. W ciszy, samotności, bez tych u boku, którzy za życia mienili się jej znajomymi, a nawet przyjaciółmi. Pogrzeb zorganizowali i wyprawili właściciele wspomnianego domu, państwo Wanke.

– Na pogrzebie byłem ja, moja żona i grabarz – mówi ze smutkiem w głosie Jacek Wanke. – Nikt z jej znajomych się nie pojawił. Przykre to, bo kiedy ciocia Stefcia, tak ją nazywaliśmy z żoną, bo znałem ją jeszcze z młodzieńczych czasów, leżała już u nas, różni ludzie ją odwiedzali zainteresowani tym, co zostawiła po sobie w domu. Nic cennego tam nie było, ale ciocia miała sporo pamiątek związanych z miastem, no i była przecież artystką, malowała obrazy i one tam zostały.

Pani Stefania spoczęła w rodzinnym grobie, u boku męża i siostry, na cmentarzu parafialnym przy ulicy Grunwaldzkiej.

– W mieszkaniu po zmarłej lokatorce zastaliśmy parę obrazów, kolekcję lalek, i tym zajmie się najpewniej wydział kultury w urzędzie miejskim – informuje dyrektor Kwiatkowski. – Żadne muzeum, czy też BWA nie było do tej pory tym zainteresowane.

– Zdajemy sobie sprawę z tego, że pani Stefania była wyjątkową osobą, która zasłużyła się dla naszego miasta w sferze kultury, dlatego zastanawiamy się, w jaki sposób ją uhonorować. Jej pianino na przykład trafi do Domu Kultury Włókniarzy. Część rzeczy zostanie przekazana na licytacje charytatywne – potwierdza Przemysław Smyczek, naczelnik wydziału kultury w Bielsku-Białej.

Niczym Marilyn Monroe


Stefania Grabys-Szypuła urodziła się w styczniu 1925 roku. Była artystką, malarką, kobietą o wyjątkowo wrażliwej duszy. Już w dzieciństwie odnalazła w sobie zamiłowanie do sztuki. Przed wojną uczęszczała na prywatne lekcje gry na fortepianie oraz uczyła się baletu. W czasie wojny pracowała jako służąca i niania u niemieckiej rodziny. Później przez całe życie pisała listy ze swoją podopieczną, która została śpiewaczką operową w Wiedniu. W 1956 roku ukończyła Szkołę Malarstwa, Rysunku oraz Rzeźby, która miała swoją siedzibę na Zamku książąt Sułkowskich. Nieco wcześniej rozpoczęła pracę w Studio Filmów Rysunkowych. Wyszła za mąż za Stanisława Szypułę, który całe życie był dla niej wsparciem i ostoją bezpieczeństwa.

– Dzięki jego cierpliwości i wyrozumiałości zrealizowałam swoje pasje i marzenia – wspominała nam jeszcze za życia pani Stefania, pokazując kilka lat temu z dumą księgi pamiątkowe z wpisami od fanów jej sztuki. – Lubiłam, gdy wchodził do pokoju, w którym stały sztalugi i przyglądał się moim dziełom. Uwielbiał, gdy grałam na pianinie. Potrafił słuchać, a gdy przestawałam na chwilę wygrywać nuty, prosił o jeszcze jeden utwór.

Z nostalgią o pani Stefanii opowiadał nam też wówczas znany bielski marszand kultury, właściciel galerii „Wzgórze”, Franciszek Kukioła:
– To była taka laleczka. Nawet miała kiedyś taką ksywkę: Lala. Była tak urzekająca. Niczym Marilyn Monroe.

Magiczne lustro


Mieliśmy przyjemność spotkać się z panią Stefanią jeszcze za jej życia. Wtedy dała się nam namówić na spacer po urokliwych zakątkach miasta.

Wdzięcznie pozowała do zdjęcia na tzw. krzywym mostku obok ratusza, spacerkiem doszliśmy też na starówkę. W galerii „Wzgórze” Franciszek Kukioła wspominał z nią dawne dobre czasy. Pani Stefania zasiadła nawet do fortepianu. Na koniec jednak zaprosiła nas do swojego mieszkania. I było to, jak przejście przez magiczne lustro z kart historii Alicji w krainie czarów. Mieszkanie pełne obrazów, które pani Stefania malowała, kiedy jeszcze żył jej mąż, w każdym wolnym miejscu kwiaty, ze ścianami podpartymi kolekcją niesamowitych w wyrazie lalek – zbierała je niemal przez całe życie. Tylko pobieżnie z racji czasu mogliśmy wówczas rzucić okiem na albumy pełne starych fotografii, czy jej zapiski w pamiętnikach.

– Jak kiedyś umrę, to pewnie wszystko to zniknie razem ze mną – śmiała się wówczas.

Pamiątek czar


Każdy ma swój czas. Nadszedł on i dla pani Stefani. Kiedy więc dotarła do nas wiadomość, już po jej śmierci, że tego, co pozostawiła po sobie w magicznym wówczas jeszcze mieszkaniu nikt z rodziny nie przejmie, bo już jej nie miała, jasne się stało, że musi się tym zająć gmina. W tym przypadku Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Dzięki uprzejmości dyrektora Kwiatkowskiego, ale też zrozumieniu naczelnika wydziału kultury, ponownie znaleźliśmy się w czterech ścianach, w których żyła kiedyś i tworzyła pani Stefania. Okazało się, że pozostałe po niej rzeczy są już zinwentaryzowane, przygotowane do wywiezienia, na razie do miejskiego magazynu. Wśród pamiątek natrafiliśmy jednak na ciekawe fotografie znanych bielszczan – na przykład malarza Jana Grabowskiego. Sporo rzeczy, to pamiątki po mężu pani Stefani, swego czasu znanego w mieście włókiennika i specjalisty od farbowania tkanin. Są oczywiście i obrazy i wspomniane lalki. Jak się nam wydaje teraz wszystko to powinno zostać przeglądnięte przez osoby, którym bliska jest historia miasta i jej mieszkańców. Są przecież rzeczy mało cenne, ale za to wartościowe.

Katarzyna Górna-Oremus
Kuba Jarosz

google_news
E-wydanie_d
Subskrybuj
Powiadom o
guest
9 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Też mam filmowe skojarzenie
Też mam filmowe skojarzenie
3 miesięcy temu

Pamiętna scena z filmu “Grek Zorba”

Edyta
Edyta
3 miesięcy temu

To “trochę” przykre że ludzie wymienieni w artykule nawet nie pojawili się na pogrzebie pani Stefani, ale za to teraz nagle tak chętnie ją wspominają… Żal na takie zachowanie. Fajnie przejąć fanty po artystce i wmawiać ludziom, że to w zasadzie nic takiego cennego, tylko ciekawe za ile opchną te kolekcje lalek i obrazy…

Nie drogie, ale kosztowne
Nie drogie, ale kosztowne
3 miesięcy temu

“rzeczy mało cenne, ale za to wartościowe.” Przecież to synonimy!

HERMENEGILDA
HERMENEGILDA
3 miesięcy temu

ja tu widzę antonimy

Nie drogie, ale kosztowne
Nie drogie, ale kosztowne
3 miesięcy temu
Reply to  HERMENEGILDA

fakt

Jasiek
Jasiek
3 miesięcy temu

Znana i jednocześnie nieznana, ceniona a jednak osamotniona. Coś się nie klei.

res
res
3 miesięcy temu
Reply to  Jasiek

Klei,klei ,brak empatii w tym pańszczyźnianym narodzie.

Edyta
Edyta
3 miesięcy temu
Reply to  res

Ale łapki się lepią do wartościowych pamiątek nie?

Realistka
Realistka
3 miesięcy temu
Reply to  Jasiek

Każdy tylko łasy na kasę i dobytek