Wydarzenia Czechowice-Dziedzice

Proboszcz z Czechowic nie zgadza się na dokarmienie kotów

Fot. Fundacja Mam Kota na Punkcie Psa

Kocica i jej młode znalazły kąt w parafialnym ogrodzie. Z pomocą – strawą i budką mającą je chronić przed kaprysami pogody – ruszyli wolontariusze miejscowego stowarzyszenia. Jednak usłyszeli zdecydowany sprzeciw proboszcza. Nad tym konfliktem pochylił się już nawet biskup.

Spór o los kotów rozgrywa się w Czechowicach-Dziedzicach. Dzikie koty bytują pod płotem parafii ewangelicko-augsburskiej przy ulicy Słowackiego. Zadbać o zwierzęta chcieli działacze Fundacji Mam Kota na Punkcie Psa. Zaczęli je dokarmiać i pomyśleli, że sprawią im domek, w którym kocia rodzina będzie mogła bezpiecznie żyć. – Postanowiliśmy powalczyć o pomoc dla kociej rodziny w miejscu, gdzie przebywa, dopóki nie znajdzie się inne rozwiązanie, na przykład dom tymczasowy, przynajmniej dla maluchów. Skoro koty tak czy inaczej przebywają na posesji parafii, mieszkając pod drzewami, to fakt postawienia budki i dokarmianie jest tylko zabezpieczeniem ich zdrowia i życia. Brak tej pomocy może spowodować, że zaczną chorować i wtedy sytuacja będzie się komplikować – wskazują.

Pomysły te nie spodobały się księdzu proboszczowi. – Zadzwoniliśmy do księdza, czy możemy postawić zabezpieczenie dla kociej rodziny w postaci domku. Tak, żeby kotki miały schronienie. Ksiądz nie wyraził takiej zgody. Nie podobało się też to, że ktoś dokarmia kotki. Żadna argumentacja, od religijnej odwołującej się do pomocy braciom mniejszym do prawnej, w postaci ochrony kotów wolno żyjących, nie przekonała księdza. Nie ma zgody. Usłyszeliśmy także, że dla niektórych ekologia stała się jak religia. Co go oburza. Dalsza rozmowa nie miała sensu. Zresztą nie była zakończona przez nas… Z tego, co pamiętamy z Biblii, z Księgi Rodzaju, to człowiek miał dbać o boskie stworzenia. W końcu: dbając o dzieło Autora, to tak jakby się dbało o Niego samego… – mówią miłośnicy zwierząt z organizacji kierowanej przez Annę Sztender. – Ksiądz musi też mieć świadomość, że koty wolno żyjące w kraju, którego jest obywatelem, mają swoje prawa ujęte w Ustawie o ochronie zwierząt – dodają.

Fot. Fundacja Mam Kota na Punkcie Psa

Jako że proboszcza nie udało się przekonać, a podstawiane miseczki zaczęły znikać, fundacja zwróciła się do władz Diecezji Cieszyńskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Z odpowiedzi działacze nie są usatysfakcjonowani. – Budynek parafii jest zabytkiem i wszelkie zmiany wymagają zgody konserwatora zabytków. Koty wolno żyjące świetnie sobie radzą i nie potrzebują pomocy. Biskup nie widzi potrzeby interwencji w tej sprawie – streszczają.

To, że biskup dzwonił, by porozmawiać o sprawie kotów, potwierdza sam ksiądz proboszcz Janusz Holesz. – Aż tak daleko to sięgnęło – nie może się nadziwić. Ksiądz bynajmniej nie próbuje unikać rozmowy na ten temat i wyczerpująco tłumaczy swoje stanowisko w tej – jak to ujmuje – skomplikowanej sprawie. Opowiada, że był zdziwiony, gdy tuż po powrocie z wczasów w ogrodzie zauważył miseczki z jedzeniem i koty. Potwierdza, że doszło do rozmowy telefonicznej z przedstawicielką stowarzyszenia i że nie wyraził zgody na postawienie budki na terenie parafii. Uważa, że to nieestetyczne, żeby pod płotem parafii robiło się błoto i leżało porozrzucane jedzenie. Dodaje, że koty mogą mieć pchły, a ponadto znaczą teren, również po drzwiami do kaplicy. Są także zagrożeniem dla przychodzących do parafii dzieci, które mogą być uczulone na sierść. Mówi, że to nie do pomyślenia, iż ktoś chce dysponować z takiego powodu czyimś terenem. Zaznacza jednak, że koty i inne zwierzęta mu nie przeszkadzają. Zawsze tu się kręciły i nie były przeganiane, choć – prawdopodobnie z ich powodu – zniknęły ptasie gniazda i same ptaki, w tym dwie pary pięknych dzikich gołębi. Uważa, że pod tujami koty mają bezpieczne schronienie – nawet przed deszczem. Dowodzi, że dzikie koty doskonale radzą sobie same i gdy będą dokarmiane, to przestaną… być dzikie. Obawia się, że jeśli ustąpi, pojawią się kolejne skargi fundacji. Bo przyjdzie zima, a tu ksiądz kotów ani nie dokarmił, ani nie wpuścił do domu…

Ks. Janusz Holesz odnosi się nawet do argumentów filozoficznych i religijnych działaczy na rzecz ochrony zwierząt, które nazywa szantażem emocjonalnym. – Mówią o Matce Ziemi i braciach mniejszych. Ale to filozofia grecka, a nie chrześcijańska. Wtedy mówią, że jak będą koty, to nie będzie szczurów. A szczury to nie bracia mniejsi? – pyta.

Fot. Fundacja Mam Kota na Punkcie Psa

Proboszcz ma wrażenie, że fundacja po prostu uwzięła się na parafię, czego dowodem jest to, że najpierw zaczęto dokarmiać koty, a dopiero później zatelefonowano w tej sprawie. – Przedstawiłem ten problem na radzie parafialnej. Wszyscy byli zdziwieni i byli „na nie” w kwestii dokarmiania – informuje.

Obie strony przyznają, że sytuacja jest patowa. Zarówno fundacja, jak i proboszcz nie zamierzają ustępować ze swego stanowiska. Proboszcza taki scenariusz, że w mediach społecznościowych być może będzie się pisało jeszcze gorzej o parafii, bynajmniej nie cieszy, ale nie ma pomysłu, jak przekonać miłośników zwierząt do swoich racji. – Jeszcze nie mieliśmy takiej sytuacji, że ktoś w ten sposób zareagował na oferowaną pomoc kotom w potrzebie. Będziemy monitorować sytuację i zastanawiamy się nad kolejnymi krokami – zapowiada Anna Sztender.

Aktualizacja

Szefowa organizacji Anna Sztender ostrzegała, że pozbawione jakiegokolwiek schronienia kocię nie przeżyje. Żeby dać mu szansę, zabrano je – przeziębione – do weterynarza. Jak informuje Anna Sztender,  kociak zmarł w klinice. W parafialnym ogrodzie została więc tylko kocia mama.

KBszpital
Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Gdr
Gdr
1 rok temu

Nie rozumiem przecież nikt nie zabraniał zabrać tej kobiecie tych kotów. Łatwo być ekologiem wyslugujac się innymi. Skoro taka mądra mogła zabrać te koty do schroniska i po sprawie, nie wolała przepychanki i oczernianie. Pozwolił im żyć na terenie nie zakłócając ich spokoju ciekaw ilu by postąpiło tak gdyby to do nich przylazl dziki kot i jakby się zachowali gdyby to do domu prywatnego przyszła i zaczęła sobie rozporządzać Pani ekolog.pozdr

kuba
kuba
3 lat temu

Czyli są jeszcze normalni czarni sukienkowcy

edek
edek
3 lat temu

wredny, paskudny, wszawy dupek, bo człowiekiem nie można go nazwać. zgadzam się z kolesiem.

koleś
koleś
3 lat temu

Ważne że batman w sutannie żyje w ciepełku,ma pełną miche i luksusy a los kogokolwiek ma w dupie tym bardziej zwierząt

Franuś
Franuś
3 lat temu

“Autor” tak chciał i kocię odeszło. Jak tu mówić o przyjęciu ludzi uchodźców? Ci dopiero mają pchły, także wszy i wszelkie inne choróbska.