Wydarzenia Bielsko-Biała

Trzeba poczekać, żeby umrzeć

Przez przestarzałe przepisy przez kilka godzin nie było komu stwierdzić zgonu 56-letniej kobiety. Dopiero awantura telefoniczna policji z przychodnią sprawiła, że w ośrodku dla uchodźców pojawił się lekarz. Śmierć w Szczyrku obnażyła bezradność systemu. Nie po raz pierwszy.

– Rodzimy się godnie i godnie też umierajmy – mówi nam jeden z rozmówców, który zna kulisy tej sprawy. Teraz niestety tak nie jest. Nad ranem 6 maja ciało 56-letniej kobiety ujawniono w pokoju w ośrodku dla uchodźców na terenie Szczyrku. Na ratunek było już za późno. W ciepły, słoneczny dzień przez osiem godzin ciało zmarłej leżało w pokoju, bo nie było komu wystawić karty zgonu. Bez dokumentu ciała nie może odebrać zakład pogrzebowy.

Pusta przejażdżka

Przepisy w tej sprawie są jasne. Zgon i jego przyczyny ustala lekarz leczący chorego w ostatniej chorobie, którym w domyśle jest lekarz poradni rodzinnej lub kierownik zespołu ratownictwa medycznego, jeśli do śmierci doszło w trakcie akcji ratunkowej. W tym przypadku żadna z przesłanek nie miała jednak miejsca.

Przyjazdu odmówiła bowiem lekarka przychodni zdrowia, która zasłaniała się faktem, że nie znała i nie leczyła kobiety. W międzyczasie impas próbowało ratować pogotowie. Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego wysłało do Szczyrku ratownika medycznego. – Wiedzieli, że kobieta nie żyje. Chcieli pomóc, ale wysyłając ratownika medycznego, zrobili mu tylko przejażdżkę – mówi osoba znająca kulisy sprawy.

– Ratownik może wystawić kartę zgonu, ale tylko jeśli wcześniej podjął czynności ratunkowe. Jeśli już chciano w ten sposób pomóc, to należało wysłać karetkę z lekarzem na pokładzie. Wtedy nawet bez wykonywania czynności ratunkowych lekarz może wystawić kartę zgonu i sprawa się zamyka – słyszymy od naszego rozmówcy.

Gdy ratownik wrócił do bazy, o zgonie powiadomiono policję. Dyżurny przez dwie godziny wisiał na telefonie, rozmawiając z przychodnią w Szczyrku i jej administracją. Dopiero, gdy zagroził, że wszczyna postępowanie o niedopełnieniu obowiązków, lekarka pojawiła się na miejscu. Kartę zgonu wystawiono około godziny 15.30 – cztery godziny po powiadomieniu policji i osiem godzin po tym, jak odkryto ciało kobiety.

Podobne przypadki

To nie jest odosobniony przypadek w naszym regionie. Zaledwie tydzień później, w nocy z 12 na 13 maja, do niemal identycznej sytuacji doszło w rejonie Dębowca. Tam życie odebrał sobie strzałem w głowę 30-letni mężczyzna. Policja szukała go przez kilka godzin, a po ujawnieniu ciała na miejsce wezwano prokuratora. Na przyjazd lekarza, który formalnie potwierdziłby zgon, znów trzeba było czekać godzinami. Podobnie było przed rokiem, gdy w trakcie dnia na przystanku na Hulance zasłabł i zmarł mężczyzna. Parawan, za którym leżały zwłoki, stał rozstawiony kilka godzin, nim na miejsce dotarł lekarz, by stwierdzić zgon.

O sprawę pytamy Wojciecha Waligórę, dyrektora Bielskiego Pogotowia Ratunkowego, który potwierdza, że opisywane zdarzenie w Szczyrku miało miejsce. Przyznaje również, że takie sytuacje nie są rzadkością, a rozwiązaniem jest powołanie instytucji koronera. W teorii można go powołać na podstawie archaicznej ustawy z 1959 roku. – Starosta chciał utworzyć takie stanowisko, ale nie zgodziła się Regionalna Izba Obrachunkowa. Tematu nie ma, bo groziłaby mu dyscyplina finansów publicznych – wyjaśnia dyrektor.

Rzecznik Praw Obywatelskich walczy o zmiany już od 13 lat, wskazując na dramaty rodzin, które zostają w domach ze zwłokami bliskich, bo dyspozytorzy odmawiają wysłania lekarza do stwierdzenia zgonu. O sprawie pisaliśmy już nieraz. Nadzieją na zmiany jest projekt Ministerstwa Zdrowia, który zakłada, że w przypadkach trudności ze znalezieniem lekarza, zgon będzie stwierdzał koroner opłacany przez wojewodę ze środków budżetu państwa.

Nowe przepisy mają wprowadzić także elektroniczne karty zgonu. Prace legislacyjne trwają, a samorząd lekarski kłóci się z ministerstwem o nazewnictwo (lekarze stanowczo nie chcą być nazywani „urzędowymi lekarzami do spraw zgonów”). Zmiany wejdą w życie najwcześniej 1 lutego 2027 roku.

Bartłomiej Kawalec

google_news
Kronika Beskidzka prasa