Ostatnio media, szczególnie z powiatu żywieckiego, obiega fala kłamliwych i szkodliwych newsów, wymierzona w Bogu ducha winne wilki. Osoby nie mające bladego pojęcia o naturze tych zwierząt, żerują na strachu mieszkańców, by dla „klików” podsycać negatywne nastroje. Z tym starają się walczyć naukowcy i praktycy. Jak prowadzący ośrodek „Mysikrólik”, w którym obecnie do zdrowia dochodzą dwa piękne drapieżniki.
– Wilk to nie krwiożercza bestia, która przejawia agresję do wszystkich istot. Potrafi skutecznie i szybko zabić, aby jeść. Poluje na swoje naturalne ofiary, bo musi – takim stworzyła go natura. Miałem okazję i mam nadal spotykać się z dzikimi wilkami „twarzą w twarz” podczas ich rehabilitacji w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Mysikrólik. Przez ośrodek przewinęło się już „naście” osobników, więc mogę coś na ten temat powiedzieć – stwierdza Sławomir Łyczko, założyciel tej jedynej w swoim rodzaju instytucji.
Jak więc wygląda opieka nad tymi zwierzętami w Bielsku-Białej? – Wilki w ośrodku to bardzo płochliwe i bojaźliwe zwierzęta. Nie przejawiają agresji, nawet gdy podczas obsługi jesteśmy zmuszeni otworzyć dość ciasny boks. W pierwszym odruchu próbują gdzieś uciec i skryć się. W ich oczach widać strach. Oczywiście, gdy spróbowalibyśmy przekroczyć pewną barierę, gdy wilk nie może uciec i czuje się zagrożony, będzie próbował straszyć uzębieniem i w obronie próbować gryźć. Nie prowokujemy takich sytuacji, a rehabilitacja przebiega w pokojowej atmosferze. Wilki to bardzo inteligentne stworzenia – dostrzegam to jeszcze bardziej, obserwując dzisiejsze czasy i zachowania niektórych ludzi – opowiada Bielszczanin.
Obecnie „Mysikrólik” zajmuje się rehabilitacją dwóch wilczyc po potrąceniach. Obie mają poważne (i podobne) złamania tylnej kończyny. Pochodzą z przeciwnych krańców Polski (północ i południe). – Wraz z lekarzem weterynarii Izabelą Całus z Gabinetu Weterynaryjnego Vet-House (niezależnie działający gabinet Vet-House mieści się w budynku ośrodka) i drem n. wet. Jackiem Mederskim z Przychodni Weterynaryjnej Verum oraz Stowarzyszeniem dla Natury „Wilk” robimy wszystko, aby doszło do poprawnego zrostu złamanych kości, a wilki odzyskały pełną sprawność. To niezbędny warunek, aby wróciły na wolność. Więc pamiętajcie! Dopóki nie otworzymy transportera w skrupulatnie wyznaczonym przez naukowców ze SDNW miejscu, a z niego nie wybiegnie w stu procentach sprawny wilk, nie możemy mówić o sukcesie i uratowaniu wilków. To poważne urazy i w procesie leczenia wszystko może się jeszcze wydarzyć! – przybliża cały proces Sławomir Łyczko i prosi o trzymanie kciuków za te piękne zwierzęta.
„Jesteśmy zalewani wiadomościami o krwiożerczych wilkach. Ukrytym celem tych informacji jest często umożliwienie polowania na te zwierzęta. Strasząc społeczeństwo wilkami, środowiska związane z myśliwymi i leśnikami wykorzystują to, że wiedza większości ludzi o wilkach sięga co najwyżej… legend i bajek. Nie brakuje też „fake newsów”, czyli celowo rozpowszechnianych fałszywych informacji” – pisaliśmy już 8 lat temu na naszych łamach i – niestety – niewiele się zmieniło na lepsze, a kolejni „dziennikarze” niby „ostrzegają” mieszkańców przed możliwą tragedią, bo wilki rzekomo czyhają już pod domostwami. „Jednak wilki w skali ogólnopolskiej znalazły swego obrońcę, walczącego z czarnym pijarem z perspektywy naukowca z ponad dwudziestoletnim stażem. To dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” z Twardorzeczki” – pisaliśmy też wówczas. I stowarzyszenie, którego trzon stanowią uznani naukowcy, także dziś stają w obronie największych polskich drapieżników, odpierając wielowiekowe mity i coraz to głupsze nowe teorie.
Na stronie stowarzyszenia znajdziemy kompendium wiedzy na temat wilków, w tym odpowiedzi na najbardziej elektryzujące mieszkańców kwestie. „Spotkania z wilkami nie są zagrożeniem dla człowieka. Oczywiście inaczej odbierane jest przypadkowe, ale bliskie spotkanie w odległości mniejszej niż 30 m, kiedy wilki są w stanie nas rozpoznać, a czym innym obserwacja wilków z większej odległości, kiedy zazwyczaj tylko my je widzimy wyraźnie. Trzeba zawsze pamiętać, że osoba siedząca w pojeździe nawet z bliska nie jest przez wilki rozpoznawana jako człowiek, bodźce jakie docierają do zwierzęcia to zapach mechanizmu i niewyraźny kształt zza szyby. Tak więc obserwacja wilka z pojazdu, nawet jeśli odległość wynosi kilka metrów, to nie jest bezpośrednie spotkanie” – wskazują naukowcy w części poradnika dotyczącego spotkań z drapieżnikami.
O tym, dlaczego wilki sporadycznie zapuszczają się w tereny zurbanizowane piszą: „Niektóre drapieżniki zupełnie niechcący, podążając np. wzdłuż rzeki czy linii kolejowej, trafiają do miejscowości, a nawet dużego miasta. Zdarza się to zwykle w nocy i wówczas tylko nieliczni przechodnie są świadkami obecności niecodziennego gościa, ale bywa, że wilczego podróżnika zaskakuje w mieście poranek. Wilki, podobnie jak łosie, jelenie, sarny czy dziki, potrzebują trochę czasu, żeby znaleźć drogę wyjścia z labiryntu zabudowy, ogrodzeń i ulic. Są jednak dużymi drapieżnikami budzącymi strach, a nie łosiami obdarzonymi powszechną sympatią. Przypadkowi obserwatorzy chętnie nagrywają takie zdarzenia i umieszczają filmiki w mediach społecznościowych, opatrując je ostrzeżeniem o poważnym zagrożeniu. Najczęściej jednak nocą, gdy zmniejszy się aktywność ludzi i ruch pojazdów, zdezorientowany drapieżnik odnajduje drogę wyjścia i odchodzi” – możemy przeczytać.
Czego wilki poszukują na terenach otwartych? – to kolejne pytanie, które zadają sobie mieszkańcy m.in. Żywiecczyzny i Śląska Cieszyńskiego, gdzie szczególnie rozbuchana jest bezmyślna antywilcza kampania. „Oczywiście jedzenia! Ale wbrew częstym sugestiom pseudoekspertów nie chodzi im o ludzi. Ich celem są sarny, dziki i jelenie. Wszystkie te dzikie zwierzęta kopytne żerują, a nawet żyją w dużych zagęszczeniach na polach, szczególnie, gdy są to rozległe uprawy kukurydzy i rzepaku. A późną jesienią smakowite uprawy rzepiku i innych roślin hodowanych na zieloną paszę. Roślinożercy chętnie też poszukują pożywienia w bezpośrednim sąsiedztwie budynków, gdzie są drzewa oraz krzewy owocowe, a także soczysta trawa wyrosła po częstym koszeniu. Wiele badań wskazuje na to, że na terenach rolnych jest znacznie więcej dzikich roślinożerców, niż w sąsiadujących z nimi lasach” – dowiadujemy się z poradnika, opracowanego przez ekspertów z tytułami naukowymi, a nie tytułami prasowymi.
Nasz reportaż „Dlaczego straszą nas wilkami” z 2018 r. przeczytasz TUTAJ.
Obszerne naukowe opracowania dotyczące polskich drapieżników znajdziesz na stronie SDNW – TUTAJ.
Ulotkę „Wilki obok ludzi” możesz pobrać TUTAJ.




