Sport Cieszyn

Hit w Pruchnej dla gospodarzy | ZDJĘCIA

W szlagierze 25. kolejki skoczowskiej klasy A LKS 99 Pruchna mierzył się z Beskidem Brenna. Przekonywującym zwycięstwem 5:1 ekipa gospodarzy zachowała jeszcze cień szansy na tytuł mistrzowski i wyprzedzenie na finiszu rozgrywek liderującego w tabeli Strażaka Dębowiec.

Już w 3. minucie wicelider tabeli ustrzelił rywala, gdy Michał Kiełbasa z bliskiej odległości posłał futbolówkę między słupki. W 25. gości od straty kolejnej bramki uratowała poprzeczka, ale w 27. już nic nie mogło ich uratować, gdy pojedynek z bramkarzem Beskidu wygrał Krystian Kaczmarczyk. Został on bohaterem spotkania, bo zdobywając kolejne gole w 45. i 70. minucie gry, skompletował hat-tricka. W 74. piąte trafienie dla miejscowych zaliczył Kamil Myśliwiec, ale czystego konta ekipie z Pruchnej utrzymać się nie udało. W ostatniej minucie niedzielnej konfrontacji Kamil Gubała przewrotką zdobył honorowego gola dla przyjezdnych z Brennej.

– Szybki gol ułożył mecz, który dobrze się dla nas zaczął, przez co też grało nam się później łatwiej. Po drugim trafieniu już zdominowaliśmy przeciwnika, co udokumentowaliśmy kolejnymi bramkami. Niestety awans nie jest ani o krok bliżej, ale sami sobie na to zapracowaliśmy meczem u siebie ze Strażakiem Dębowiec. Przeżywamy przez to déjà vu z zeszłego sezonu, gdy do mistrzostwa zabrakło nam jednego punktu i może ta historia się powtórzyć również teraz – podsumował Andrzej Myśliwiec, szkoleniowiec LKS 99 Pruchna.

– Po raz drugi wysoko przegraliśmy z zespołem z Pruchnej. Różnica poziomu gry między naszymi drużynami jest, co widać na boisku, ale w tabeli już ta różnica aż tak widoczna nie jest. W całym, kończącym się wkrótce sezonie, wyszarpaliśmy największą, możliwą liczbę punktów, bo w wielu meczach nie byliśmy lepszą ekipą, ale je wygrywaliśmy. Rozgrywki są dla nas udane, bo jeszcze tydzień temu realnie liczyliśmy się w walce o awans. Natomiast po meczu ze Strażakiem Dębowiec zeszło z nas ciśnienie i w dzisiejszym spotkaniu, po szybko straconym golu, było nam ciężko złapać rytm. Wcześniej dużą robotę robiła motywacja, charakter, a w Pruchnej tego gdzieś zabrakło, bo ten mecz był już dla nas właściwie o nic – powiedział Przemysław Meissner, trener Beskidu.

google_news
Kronika Beskidzka prasa