Wczoraj późnym wieczorem na osiedlu Grunwaldzkim w Bielsku-Białej z jednego z zaparkowanych samochodów przez blisko dwie godziny było słychać miauczenie małego kotka. Zaniepokojeni mieszkańcy powiadomili straż pożarną i policję. W akcję włączyli się także społeczni opiekunowie kotów oraz pracownicy schroniska Reksio.
Zgłoszenie wpłynęło do WCPR o godz. 22.01. Wynikało z niego, że z komory silnika samochodu marki Renault dobiegają odgłosy, które mogą wskazywać na uwięzionego kota. Na miejsce zadysponowano zastęp strażaków z JRG nr 1.
Po przyjeździe strażacy zastali przy samochodzie trzy mieszkanki pobliskiego bloku. Kobiety wskazały pojazd, z którego dochodziło miauczenie. Szybko potwierdzono, że w komorze silnika znajduje się mały kotek, który od dłuższego czasu nie potrafił samodzielnie się wydostać.
– Pytałyśmy kilku osób z osiedla, w tym spacerowiczów z psami, czy wiedzą, kto jest właścicielem auta. Niestety nikt nie potrafił pomóc – relacjonowały mieszkanki.
Kolejni przechodnie również nie rozpoznawali samochodu. Jeden z kierowców, który wjechał na osiedle pod prąd, zapytał jedynie, dlaczego stoi tam straż pożarna. Inna kobieta podziękowała mieszkankom za reakcję. – To dobrze, że są osoby, które nie pozostają obojętne – mówiła.
Aby ustalić właściciela samochodu, wezwano patrol I Komisariatu Policji. Auto miało tablice rejestracyjne z innego miasta, jednak szybko ustalono, że jego właściciel mieszka na osiedlu.
Problemem okazało się dostanie do budynku. Wejście na klatkę schodową było zamknięte, a nikt nie odpowiadał na domofon. Dopiero zwrócenie uwagi jednego z mieszkańców, który miał zapalone światło na parterze, pozwoliło dostać się do środka.
– Potrzebujemy wejść na klatkę schodową. Czy może nam pan otworzyć drzwi?
– Oczywiście – odpowiedział mieszkaniec.
Drzwi do mieszkania właścicielki samochodu otworzyła starsza kobieta. Policjanci wyjaśnili sytuację i poprosili o otwarcie auta oraz maski silnika. Początkowo kobieta nie była skłonna do współpracy, bardziej martwiąc się o zakłócony spokój niż o los zwierzęcia. Ostatecznie udało się ją przekonać, aby zeszła przed blok i otworzyła samochód. Strażacy unieśli maskę.
– A co mnie obchodzi jakiś kot? Jak tam wszedł, to wyjdzie. A jak mi coś uszkodzicie i nie będzie można jeździć? – mówiła właścicielka auta.
Tymczasem kotek przemieszczał się po zakamarkach komory silnika, jednak nie był w stanie wydostać się na zewnątrz. Cały czas miauczał.
– Kiedyś podczas podobnej akcji policjant odtworzył z telefonu miauczenie kotki. Wtedy zadziałało. Może teraz też się uda – podpowiedziała pani Ewa, społeczna opiekunka kotów wolno żyjących.
Kobieta przyniosła również specjalną klatkę-łapkę przeznaczoną do odławiania kotów.
Odszukano w internecie nagranie z miauczeniem kotki, choć co chwilę przerywały je reklamy.
– Jak usłyszy reklamę kociej karmy, to na pewno wyjdzie – zażartowała jedna z osób.
– Ja bym nie wyszedł – odpowiedział ktoś z obecnych.
Gdy policjanci zakończyli swoje czynności, właścicielka Renault zaczęła domagać się wylegitymowania osób znajdujących się przy samochodzie.
– Ja nie znam tego towarzystwa. Proszę ich wylegitymować! – mówiła.
Policjanci spokojnie wyjaśnili, że są to strażacy Państwowej Straży Pożarnej z JRG nr 1 przy ul. Leszczyńskiej.
– Jak panowie już idą, to ja zamykam samochód i wracam do domu – oznajmiła.
– Proszę pani, przydałoby się trochę empatii. Pani również może kiedyś potrzebować pomocy – odpowiedziała jedna z mieszkanek.
Ostatecznie samochód pozostał otwarty.
Po dłuższej chwili kotek, zaciekawiony odgłosami miauczenia dobiegającymi z telefonu, wyszedł na tyle wysoko, że jeden ze strażaków zdołał go bezpiecznie złapać. Zwierzę trafiło do przygotowanej wcześniej klatki.
– Akcja „Pantera” zakończona sukcesem – podsumował jeden ze strażaków.
Na miejscu okazało się jednak, że nikt z obecnych nie może przyjąć kotka pod swój dach.
– Ja mam już pięć kotów.
– A ja cztery, w tym dwa chore – mówili społeczni opiekunowie kotów.
Zapadła więc decyzja o wezwaniu pracownika schroniska Reksio. Około pół godziny przed północą przyjechał on na miejsce, przełożył zwierzę do transportera i zabrał je pod opiekę schroniska.
Okazało się, że 25 czerwca z tej samej ulicy na osiedlu Grunwaldzkim również zabrano małego biało-burego kotka. Miot przyszedł na świat w pobliżu od dawna nieużywanego samochodu, być może nawet pod nim. Tamto kocię także trafiło do schroniska Reksio.
Społeczni opiekunowie kotów zwracają uwagę, że znacznie lepszym rozwiązaniem dla tak małych zwierząt są domy tymczasowe. W ciągu kilku tygodni kocięta mogą zostać zaszczepione, nabrać odporności i przygotować się do adopcji.
Obecnie w Bielsku-Białej pilnie potrzebne są osoby, które mogłyby zapewnić małym kotom dom tymczasowy, nawet na miesiąc. To daje zwierzętom znacznie większe szanse na przeżycie i znalezienie stałego domu.
Podczas ostatniego spotkania społecznych opiekunów kotów wolno żyjących omawiano również nową akcję „Stań w kolejce po kota”, organizowaną przez Kocie Miasto BB – Miau Misja. Jej celem jest ratowanie życia najmłodszych kociąt poprzez zapewnienie im opieki jeszcze przed trafieniem do schroniska.
Więcej informacji o akcji można znaleźć na profilu Kocie Miasto BB – Miau Misja. Kontakt: 570 601 112.





