Wydarzenia Bielsko-Biała

Bielszczanin pomaga państwu wykończyć mafię lichwiarską

Wojciech Perliński. Fot. Marcin Kałuski

Skutki działania mafii lichwiarskiej odczuł na własnej skórze. Stracił majątek i nowo wybudowany dom, zrujnował sobie zdrowie i rozpadł się jego związek. Gdy się otrząsnął, zaczął pomagać setkom rodzin z całego kraju, które na skutek firmowanych przez notariuszy pożyczek traciły domy i załamanych tym bliskich. Założone przez bielszczanina Wojciecha Perlińskiego Stowarzyszenie 304kk pomaga w pracach nad ustawą antylichwiarską, która ma położyć kres działalności przestępców w białych kołnierzykach.

Łańcuch krzywd

– Oberwałem rykoszetem od mafii mieszkaniowo-lichwiarskiej – mówi Wojciech Perliński z Bielska-Białej. W 2007 roku pożyczył koledze, z którym zna się jeszcze z liceum, 230 tysięcy złotych. – Żeby go ratować, sprzedałem swój dom w Jasienicy. Początkowo miałem do niego pretensje, gdy zrozumiałem, że nigdy nie odzyskam tych pieniędzy. Ale gdy się wgłębiłem w jego problemy, wiedziałem już w jaki sposób i przez kogo został oszukany – opowiada. Jak wyjaśnia, jego przyjaciel rozpoczął budowę kilkunastu domów, a docelowo miało być ich co najmniej kilkadziesiąt. – Firma, która sprzedała mu grunt obiecała, że załatwi kredyt pod rozpoczętą budowę, dzięki któremu odda jej 300 tysięcy złotych na zakup gruntu. Jednak chodziło o to, by tego kredytu w ogóle nie uzyskał. Po roku z 300 tysięcy złotych długu zrobiło się 700 tysięcy. Następnie zjawił się lichwiarz, który wykupił dług. Gdy znajomy spłacił zobowiązania, to lichwiarze wyciągnęli weksle na kolejne setki tysięcy złotych. Sądy nawet nie brały pod uwagę opinii biegłych o tym, że długi zostały spłacone. Świetnie rokujący przedsiębiorca skończył z długami i sprawami karnymi wszczętymi z inicjatywy samych lichwiarzy, bo nie mógł spłacić zaliczek. Po 30 latach rozpadła mu się rodzina. Stał się bezdomnym bez grosza przy duszy i spaloną ziemią za sobą – wspomina bielszczanin.

Gdy poszliśmy na wybory okazało się, że jesteśmy wymeldowani z miejsca naszego pobytu stałego. Natomiast dorobek całego naszego życia jest już w posiadaniu kolejnego właściciela. Upłynęło zaledwie kilka dni – kiedy byliśmy sami w domu przyjechała ekipa dobrze zbudowanych bandytów. Zaczęli nam grozić, że nas stąd wyrzucą, bo to oni są właścicielami tej nieruchomości*

Upadający na dno przyjaciel pociągnął za sobą Wojciecha Perlińskiego. – Od 1991 roku zajmowałem się hurtową sprzedażą tkanin. Po pożyczeniu wszystkich pieniędzy byłem zrujnowany. Zawisło nade mną widmo bezdomności. Sam wpadłem w długi, straciłem dom, rozpadł się mój związek. Potworny stres doprowadził do problemów zdrowotnych. Dzisiaj mam orzeczoną niepełnosprawność, mieszkam w domu matki – mówi.

Wojciech Perliński (z lewej) na żaglach z przyjacielem, los którego – po latach – podzieli na skutek działalności lichwiarzy. Fot. Z archiwum W. Perlińskiego

Bielszczanin jednak pogodził się z losem. – Jakoś to „przegryzłem”. Nie zmienię tego, czego już nie można zmienić. Ale każda sytuacja ma dwie strony. Z najboleśniejszego ciosu można wyciągnąć coś dobrego, czegoś się nauczyć. U mnie była to zmiana sposobu myślenia. Przyznaję, że kiedyś los obcych ludzi był mi z reguły obojętny. Po tym finansowym dramacie otworzyłem się na innych i nie oceniałem z góry, co doprowadziło do tego, że źle im się wiedzie, że wylądowali na bruku.

Gdy nie było nikogo w domu, włamali się, wymienili zamki i wprowadzili najemców – zwykłych pijaczków. Gdy przyjechała policja, to po długich pertraktacjach wreszcie wpuścili nas do domu i oznajmili nam, że teraz będą tu mieszkać ci ludzie – mogą sobie chodzić gdzie chcą i korzystać ze wszystkiego co jest w domu. Później i tak kazali się nam się wynieść.

Królowie życia

Pięć lat temu Wojciech Perliński udał się do Rybnika, gdzie do dzisiaj toczą się dwie gigantyczne sprawy przeciwko kilkunastu osobom, w tym bielskiemu notariuszowi, który usłyszał niemal sto zarzutów. Wedle prokuratury, mamy do czynienia ze zmową wysoko postawionych osób, które – udzielając pożyczek – miały tylko jeden cel. Ograbić z majątków i domów osoby, którym obiecywały pomoc. W tym procederze podkreślono rolę instytucji notariusza, który – wykorzystując zaufanie – nie informował będących w potrzebie ludzi o fatalnych konsekwencjach.

– Pokrzywdzonym przez tę grupę był właśnie mój kolega. W sądzie widziałem tych królów życia w otoczeniu armii prawników. I tę szarą masę bezradnych ludzi, którym odebrano wszystko. Wtedy postanowiłem działać – wspomina mieszkaniec Bielska-Białej. W 2014 roku w Bielsku-Białej Wojciech Perliński założył, dziś rozpoznawalne w całej Polsce, Stowarzyszenie 304kk. Jego nazwa odnosi się do artykułu Kodeksu karnego, który – wedle jego opinii – chroni lichwiarzy, bowiem jest nieprecyzyjny i na ofierze przestępczego procederu wymaga dowodzenia, że wykorzystano jej przymusowe położenie nakładając niewspółmierne świadczenia.

W Rybniku na ławie oskarżonych zasiadło kilkanaście osób. Młodzi, bogaci, świetnie ubrani. Według prokuratury, żerowali na tych biednych, w kłopotach, chcąc zabrać im przede wszystkim jedyną rzecz, jaka im jeszcze została – domy. Fot. Z archiwum W. Perlińskiego

Do dzisiaj stowarzyszenie pomagało w sprawach około pół tysiąca pokrzywdzonych przez lichwiarzy, którzy stracili kilkadziesiąt milionów złotych. Wspiera ich w walce o sprawiedliwość w sądach i na wielu innych etapach. – A to tylko wierzchołek góry lodowej – podkreśla prezes „304kk”. Za każdą pojedynczą sprawą kryje się ogromny dramat całej rodziny. – W najgorszych przypadkach załamani dłużnicy, którzy nagle stracili wszystko, popełniali samobójstwa – wieszali się, rzucali pod pociąg. Taki los spotkał mieszkankę Ustronia, która straciła męża. Sam widziałem 11-letniego chłopca, który na skutek zastraszania przez cyngli lichwiarzy momentalnie wyłysiał – opisuje Wojciech Perliński.

Na skutek różnych okoliczności znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Pożyczyłam 25 tysięcy, do zwrotu miało być 44 tysiące, jednak w akcie notarialnym została wpisana kwota ponad 57 tysięcy i przewłaszczenie mieszkania wartości rynkowej prawie 600 tysięcy. Akt notarialny podpisałam ja i mąż chorujący na demencję. Pomimo widocznego stanu zdrowia mojego męża notariusz nie zareagował.

Dla bielszczanina szefowanie stowarzyszeniu to jak praca na dwa etaty jednocześnie. – Podziwiam to, co robi mój tata. Mało komu wystarczyłoby tyle siły i cierpliwości, tym bardziej z bagażem własnych złych przeżyć. Poświęca temu niemal całą dobę, z bardzo krótkimi przerwami na sen. Nawet gdy siada w fotelu, to tylko pozornie odpoczywa, bo myśli o sprawach tych wszystkich ludzi – wskazuje Michalina Perlińska, dziewiętnastoletnia córka prezesa stowarzyszenia. Sama rozpoczęła studia psychologiczne i chce w przyszłości pomagać ofiarom lichwiarzy. – One wymagają nie tylko opieki prawnej, ale i psychologicznej. Muszą mieć komu opowiedzieć o swoich problemach. Już dzisiaj staram się ich wysłuchiwać i zrozumieć. One muszą wyjść z poczucia winy, zrozumieć, że to one zostały oszukane w bardzo „sprytny” sposób przez osoby, na których teoretycznie mogły polegać. Niektóre są w tak złym stanie, że nie potrafią same wydusić słowa, inne tylko płaczą, trzęsą się. Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak ci wszyscy przestępcy w białych kołnierzykach mogą polować na tych najbardziej potrzebujących, słabych, wrażliwych, ufnych. I pozbawiać ich wszystkiego – nie tylko majątku, ale i zdrowia. Nawet zwierzęta mają więcej empatii – stwierdza nastoletnia bielszczanka. – Chcę pomagać pokrzywdzonym, bo mają szansę wyjść ze swoich problemów, poprawić swój stan psychiczny i zacząć żyć na nowo – puentuje.

Zadzwonili do męża, że mają decyzję o zabraniu naszego domu. Wtedy odebrał sobie życie. O powodach jego samobójczej śmierci dowiedziałam się po kilku dniach. Gdybym wiedziała wcześniej, nie zgodziłabym się, by oficjalnie jego śmierć uznać za taką, do której nikt się nie przyczynił.

Wprowadzenie do domu bezdomnego, który zamieni go w najgorszą melinę, to jeden ze sposobów „czyścicieli” z mafii lichwiarskiej. Fot. Z archiwum W. Perlińskiego

Zmierzch bogów?

Dlaczego ludzie w ogóle wpadają w lichwiarskie sidła? – Temat pojawia się w programach i mediach, które oni rzadko oglądają i czytają. Przy okazji oglądania „Tańca z gwiazdami” nie można się tego dowiedzieć. Co więcej, osoba z problemami finansowymi nie działa racjonalnie. Robi wszystko, by kupić sobie trochę czasu, by przeżyć następne miesiące. Po prostu – tonący brzytwy się chwyta. Dlatego też lichwiarze i wspierający ich wyselekcjonowani notariusze pod pretekstem pomocy doprowadzają tych ludzi do stanu śmierci społecznej. Ludzie ci tracą wszystko, co mieli, a ponadto najczęściej pozostają z jeszcze większym długiem i są w takim stanie psychicznym, że nie rozumieją co się wokół nich dzieje i najczęściej nie są w stanie w żaden sposób bronić się w sądach – tłumaczy Wojciech Perliński.

„Zatrudnił” do mieszkania gangsterów, jak się okazało – czynnych policjantów, którzy dorabiają po służbie. Później wprowadził śmierdzącego bezdomnego, którego poił alkoholem i który defekował i brudził moczem całe mieszkanie, meble, ściany. Zdemontował sanitariaty i wszystkie drzwi wewnętrzne. Wynajął „ekipę remontową”, która zdemontowała zabudowę mieszkania. Aż w końcu zdemolował całe mieszkanie, rozbił sedes, umywalki, wannę, zabudowę kuchenną, sprzęt kuchenny… Nie pomogła kolejna interwencja policji, a wręcz przeciwnie. Policjanci stanęli po stronie gangstera. Mieliśmy jeszcze dziękować, że nie wyrzucił rzeczy na ulicę. Bo zgodnie z prawem wszystko jest teraz jego.

Wielkim sukcesem stowarzyszenia jest udział w pracach nad tzw. ustawą antylichwiarską w charakterze strony społecznej. Niestety, prac nad nią nie udało się zakończyć w poprzedniej kadencji. – Wierzę, że w końcu wejdzie w życie i zobaczymy – jak to nazywam – zmierzch bogów. Czyli koniec działalności lichwiarskiej bandy – tej armii bogaczy, wspierających ich notariuszy i ich żołnierzy, wyrzucających ludzi z ich własnych domów – mówi prezes. – Nowe prawo ma sprecyzować pojęcie lichwy, podnieść do pięciu lat karę więzienia za taki czyn i zabronić przywłaszczania cudzych nieruchomości pod pretekstem wzięcia nieruchomości jako zabezpieczenia. I ograniczy samowolę notariuszy. Będzie to milowy krok w dobrą stronę – zapowiada.

Jednocześnie od kilku lat Wojciech Perliński stara się przebić z ostrzeżeniami na temat lichwy w ogólnopolskich mediach. Jest stałym bywalcem programów czy reportaży i komentatorem najdrastyczniejszych przypadków z całego kraju. Na wszelkie anonimowe pogróżki, głuche telefony i maile tylko macha ręką.

Wojciech Perliński ostrzega, że lichwiarze przed przejęciem gruntów nie cofną się nawet przed doprowadzeniem do zniszczenia przejętego domu. Fot. Z archiwum W. Perlińskiego

Bezlitosny system

Wojciech Perliński rozłożył na czynniki pierwsze lichwiarski proceder. Już trzy lata temu w imieniu stowarzyszenia złożył u prokuratora generalnego zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, gdzie ze szczegółami przedstawił sposób działania lichwiarskiej sieci, podając nie tylko nazwiska ofiar, ale i ich finansowych katów z notariuszami na czele. Tylko z województwa śląskiego, i to tylko w ramach spraw toczących się w rybnickim sądzie, wskazał aż dwunastu zamieszanych w nią notariuszy.

Musieliśmy spakować się w ciągu godziny. Wymienił zamki, wyrwał, a potem wymienił zamek do skrzynki pocztowej, a tym samym przejmował całą przychodzącą do nas korespondencję. Uniemożliwił nam zabranie rzeczy osobistych, rzeczy i ubrań należących do córki, sprzętu, mebli, wyposażenia, jednym słowem – dorobku naszego życia.

Jak więc wygląda lichwiarskie polowanie? – Każdorazowo wyszukiwane są osoby spełniające kilka warunków: posiadają jakąś nieruchomość, nie posiadają zdolności kredytowej i są w sytuacji przymusowej (na przykład pod presją komorników) – tłumaczy Wojciech Perliński. Tym – jak mówi – zajmują się pośrednicy, którzy ludzi w potrzebie mamią obietnicą załatwienia kredytu. – Wprowadzają ofiary w błąd zarówno co do możliwości uzyskania finansowania w banku (w celu uzyskania wiedzy o ich zasobach i możliwościach), jak i warunków pożyczki, jaka jest ostatecznie ofierze „wciskana” – wskazuje. – Z kolei notariusze ustanawiają niewspółmierne do zobowiązania zabezpieczenia (hipoteki, częściej umowy przeniesienia własności na zabezpieczenie) wpisując do aktów zaniżone, deklarowane przez strony wartości nieruchomości, a często też lichwiarskie oprocentowanie pożyczek. Regułą jest zapis o przyjęciu oświadczenia strony poszkodowanej o kilkukrotnie zawyżonej wysokości otrzymanej zaliczki na poczet pożyczki. To nadanie przestępstwu waloru prawomocności i uniemożliwienie obrony – objaśnia.

Ufałam mu. Nawet nie było czasu, żeby czytać dokładnie umowy. Nie miałam pojęcia, że podpisuję pełnomocnictwo do sprzedaży domu. Notariusz mnie przed tym nie ostrzegł. Jestem przekonana, że widział, z czym się to wiąże.

Jak uzupełnia, wielką rolę pełnią tu „inwestorzy”. Biorą świadomy i bezpośredni udział w udzielaniu pożyczki. – Wymuszają przy tym (warunek udzielenia pożyczki, często tłumaczony ofierze celami podatkowymi) zgodę na zawyżenie w akcie notarialnym i umowie pożyczki wysokości zaliczki (zawsze kwitowanej jako otrzymanej przed aktem notarialnym). Wprowadzają ofiary w błąd co do możliwości przyszłych negocjacji oraz pomocy w załatwieniu kredytu bankowego. Inwestor ma kontakt i z pośrednikiem, i z notariuszem – opisuje. Ostatecznie do gry wchodzą „czyściciele”, których rolę nieraz przejmują sami inwestorzy. – Wkraczają po terminie niespłaconej pożyczki i powołując się na akt przewłaszczenia bądź pełnomocnictwa „właściciela” dokonują szeregu przestępstw mających na celu „oczyszczenie” nieruchomości z osób i rzeczy celem szybkiej odsprzedaży w trzecie ręce. Działają przy tym niezwykle brutalnie i bezwzględnie. W skrajnych przypadkach dochodzi do całkowitej dewastacji, a nawet wyburzenia nieruchomości – puentuje Wojciech Perliński.

Działalność bielskiego stowarzyszenia można śledzić na jego stronie internetowej oraz profilu facebookowym.

Nasz dom kupił okazyjnie były policjant. Był świadomy tego, w jakich okolicznościach straciliśmy nieruchomość. Jednak to on ode mnie żąda zwrotu pieniędzy za swój wkład w nieruchomość. Ale przecież to ja przez ponad dziesięć lat się tułałam, byłam praktycznie bezdomna, bez pracy i skazana na opłacanie wysokich czynszów.

* Cytaty pochodzą z relacji pokrzywdzonych przez lichwiarzy

6
Skomentuj

avatar
4 Komentarzy
2 Odpowiedzi
0 Śledzących
 
Najwięcej odpowiedzi
Najgorętsze komentarze
6 Komentarzy
EwaKlaudiaEwaWaldekMarcin Ostatnio komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa
Gość
Ewa

Bardzo ciekawy artykuł. Jak można na cudzej krzywdzie… Policjanci powinni być wzorem praworządności.. O moralności już nie wspomnę. Spać bym nie mogła w takim domu, sumienie by mnie zagryzło.

Klaudia
Gość
Klaudia

Dobrze wiedzieć, że jest jeszcze ktoś kto chce poświęcać swój czas na walkę z tą wielką machiną systemu, która rzuca nami jak chce a winowajcy pozostają bezkarni. Nie wolno nam godzić się na świat, w którym PRZESTĘPCY pozostają bezkarni, żerując na ludziach uboższych, postawionych pod ścianą. Panie Wojciechu, dziękuję za Pańską walkę, jest Pan człowiekiem, który robi coś na co wielu ludzi nie ma odwagi. Dla mnie bohaterem.

Waldek
Gość
Waldek

Najlepiej być nieudacznikiem życiowym, zadłużyć się mieć na karku komornika i jeszcze wziąć kolejne pieniądze pod zastaw domu.
Wszystko wydać a potem mieć pretensje do całego świata…. bo ja niewiedziałem….. jak sie nie wie to sie zostaje bezdomnym.

Ewa
Gość
Ewa

Przemyśl człowieku jeszcze raz co napisałeś. Żal mi Cię.

edward
Gość
edward

Bo nasze państwo jest lichwiarskie a policja to jeszcze pomaga w tym

Marcin
Gość
Marcin

“Sam widziałem 11-letniego chłopca, który na skutek zastraszania przez cyngli lichwiarzy momentalnie wyłysiał” – opisuje Wojciech Perliński.
Bardzo wiarygodne.