Wydarzenia Cieszyn

Chce mi się żyć!

Fot. Katarzyna Lindert_Kuligowska

To są moje nogi – uśmiecha się Zbigniew Waszut, mieszkaniec Koniakowa, pokazując inwalidzki wózek. To dzięki niemu ma szansę wstać rano z łóżka, zrobić zakupy, ugotować obiad. Tylko że marzy o czymś więcej. O pokonaniu bez problemu stromego podjazdu z domu, o wyjeździe do lekarza czy urzędu, a także nad morze. Pierwszy raz w życiu… Aby ten sen mógł się ziścić, potrzebny jest nowy wózek, elektryczny, lekki – taki, który dałby radę spakować do auta. I który odciążyłby zmęczone już ręce…

 

13 lipca 1989 roku. Ta data na zawsze zapadła w pamięć Zbigniewa Waszuta. To właśnie w ten dzień zdarzył się wypadek, który wywrócił jego życie do góry nogami. Miał zaledwie 23 lata. Pół roku wcześniej wrócił z wojska, w którym spędził dwa lata. Najpierw pracował na produkcji w wytwórni wód w Ustroniu, a następnie trafił do transportu. 13 lipca wracał z ładunkiem z Katowic do Ustronia. Za kółkiem siedział doświadczony kierowca, on pomagał konwojować transport, siedząc na miejscu pasażera.

– Zasnąłem. Nawet nie wiem, co się stało. Kiedy się obudziłem, już uderzyliśmy w drzewo. Na kolejnym się zatrzymaliśmy. Spadłem. Wylądowałem na podłodze. Byłem złożony w literę „U” – nogi miałem na szybie, a plecy oparte o fotel. Wszystkie skrzynki poleciały do przodu. Byłem cały przysypany butelkami. Kabina auta była strzaskana. W pierwszej chwili pomyślałem, że to cud, że nic mi się nie stało. Byłem pewny, że wyszedłem z tego cało – opowiada Zbigniew Waszut. Na ciele nie miał żadnej rany czy zadrapania. Na koszuli ani jednej kropli krwi. – Zaraz zlecieli się ludzie, świadkowie wypadku. Pomagali jak umieli – zgasili silnik auta i próbowali mnie wyciągnąć. Chwycili za pachy, unieśli… W tym momencie poczułem jakby mnie ktoś raził prądem. Olbrzymi ból. Myślę, że właśnie wtedy rdzeń został przerwany – mówi Zbigniew Waszut. Tamta chwila zmieniła jego życie, na zawsze. Dotychczasowy świat runął. – Złamałem kręgosłup – tylko tyle. Rdzeń był przesunięty o 2 cm – wbijał się w jamę brzuszną. Lekarze mówią, że to cud, że nie został całkowicie przerwany. Skutki są takie, że mam niedowład nóg. Właściwie jestem sparaliżowany od pasa w dół. Z początku nie miałem świadomości, że już nigdy nie stanę na nogi. Myślałem, że lekarze poskładają kręgosłup, zrośnie się i znów będę chodził… Nikt mi nie powiedział, że tak nigdy się nie stanie. Mówili tylko, że będzie dobrze – wspomina Zbigniew Waszut.

W szpitalu spędził cztery miesiące. Później kolejne dwa na rehabilitacji. Przed nim stanęło najtrudniejsze zadanie w życiu – nauczyć się patrzeć na świat z perspektywy wózka inwalidzkiego. – Uczyłem się jak małe dziecko – jak wstawać, wejść na wózek, umyć się, ubrać – opowiada. Dla młodego chłopaka, górala przyzwyczajonego do pracy, ruchu, kochającego sport, nie było to łatwe. Dopiero przecież zaczynał dorosłe życie… Miał plany, marzenia. Dziś przyznaje, że nie potrafił się po wypadku pozbierać. Pojawiały się czarne myśli i alkohol… W końcu powiedział sobie: dość. Czasu nie cofnie. – W szpitalu, gdy leżałem po wypadku, usłyszałem od pacjenta obok: „Chłopie, nie my pierwsi, nie ostatni”. Te słowa mocno utkwiły mi w głowie. Dziś patrzę na świat z większym optymizmem – po prostu chce mi się żyć – przyznaje Zbigniew Waszut. Skrzydeł dodało mu auto – fiat 126p, popularny na polskich szosach maluszek. Dzięki odpowiednim przeróbkom usiadł za samochodowym kółkiem. Do dziś wciąż kocha jeździć autem. Wtedy czuje się wolny. To dla niego sposób ucieczki nie tylko od problemów, ale i oczu patrzących na niego przez pryzmat wózka. Tylko w aucie jest kierowcą, a nie inwalidą.

Kiedy przyjeżdżam do Koniakowa, uśmiech z twarzy Zbigniewa Waszuta schodzi tylko na krótki moment opowieści o wypadku. Z radością oprowadza mnie po okolicy. Pokazuje swój elektryczny wózek, samochód kupiony w 2007 roku i płot, który własnoręcznie zrobił. Pijemy kawę, którą osobiście parzy. Godzinami mógłby opowiadać o swojej wielkiej pasji – piłce nożnej. Kiedyś sam uwielbiał spędzać czas na murawie, dziś rozgrywki ogląda w telewizji. Drugą jego miłością jest kuchnia. Zajmuje się także majsterkowaniem – sam naprawia auto, elektryczny wózek. Ten drugi lata świetności ma już dawno za sobą. Kupił go jako używany dekadę temu i śmiało można powiedzieć, że „ledwo dycha”. Akumulatory potrzebują codziennego ładowania. Na trasie nie zdają już egzaminu. Problemem jest także waga wózka – około 140 kg. Nie mieści się on w samochodzie… To powoduje, że używany jest tylko w pobliżu domu. Nie pozwala na jakiekolwiek wycieczki. A Zbigniew Waszut marzy, aby zobaczyć Bałtyk. Spakować wózek i choć raz położyć się na piaszczystej plaży…

Na co dzień koniakowianin korzysta ze zwykłego wózka. Jednak ręce powoli odmawiają mu posłuszeństwa. W dodatku nie w każde miejsce jest w stanie dojechać. Pokonanie krawężników, dziur, nierówności, podjazdów jest trudne i wymaga olbrzymiej siły. A górski teren wcale nie ułatwia sprawy. – Kiedyś mój brat z kuzynem postanowili spróbować. Chcieli w moim wózku wyjechać na drogę obok domu. Podjechać pod tę górę. Nie dali rady – uśmiecha się pan Zbigniew i dodaje: – Kiedyś, gdy miałem coś załatwić, najpierw podjeżdżałem autem sprawdzić okolice. Patrzyłem, czy w ogóle uda mi się przejechać wózkiem. A z tym bywało różnie.

Dlatego tak ważny jest nowy pojazd. Taki, który dałby wolność naszemu Czytelnikowi. Wymarzony model Blumil kosztuje blisko 16 tys. zł. Dla rencisty to zdecydowanie za duża kwota. Na pomoc ruszyli więc ludzie o dobrych sercach. Na czele z Kariną Czyż z Istebnej, która na co dzień pracuje w Gminnym Ośrodku Kultury, Promocji i Informacji Turystycznej zorganizowali internetową zrzutkę – https://zrzutka.pl/cm5xxb na nowy wózek elektryczny dla Zbigniewa Waszuta. Mają nadzieję, że dzięki wsparciu uda się uzbierać potrzebną kwotę i góral wreszcie będzie miał szansę wybrać się nad morze.

3
Skomentuj

avatar
3 Komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Śledzących
 
Najwięcej odpowiedzi
Najgorętsze komentarze
3 Komentarzy
AntekFranekJanko Ostatnio komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Antek
Gość
Antek

Niestety cała społeczność gminy Istebna dała bardzo wielką plamę przy tej zbiórce. Jestem wielkim szoku.

Franek
Gość
Franek

Widzę że bardzo słabo to idzie.

Janko
Gość
Janko

Hej ludzie dobrej woli pokaż my że damy radę zebrać tą kwotę.