Cieszyn Kultura i rozrywka

Gojiczek zielóny, piknie przistrojóny

Święta wielkanocne to nie tylko niedzielne śniadanie czy poniedziałkowe oblewanie wodą. Tradycyjne obrzędy w rejonie Śląska Cieszyńskiego rozpoczynają się już od Wielkiego Postu i poprzedzającej go środy popielcowej. W wielu domach nasze lokalne tradycje wciąż są podtrzymywane i przechodzą z pokolenia na pokolenie… Warto je przypomnieć.

Wszystko zaczynało się z finałem karnawału, czyli mięsopustu. Zbierano się wówczas w chatach na tańcach, a o północy wnoszony był do domu stary, gliniany garnek pełen popiołu. Następnie rzucano go na podłogę w taki sposób, aby się rozbił, a popiół rozsypał po całym pokoju. Był to jasny znak, że rozpoczął się post. W środę popielcową mieszkańcy spotykali się w kościele, a tam ksiądz posypywał ich głowy popiołem. Od tej chwili przez kolejne 40 dni nie jadło się mięsa i tłuszczu zwierzęcego.

Na tydzień przed niedzielą wielkanocną przypada Niedziela Palmowa, w lokalnej tradycji zwana również Kwietną Niedzielą. W tym dniu w kościołach święci się palmy. Kiedyś po powrocie z kościoła poświęcone palmy wkładało się za obrazy lub chowało na strychu. Wierzono bowiem, że chronią dom przed piorunami. Warto pamiętać, że gdy w Niedzielę Palmową ksiądz odczytuje Pasję, należy patrzeć w kierunku łąk oraz pól. Jeśli zauważymy tam niebieski płomyczek, należy szybko zdjąć koszulę i go przykryć. W tym miejscu mają być bowiem zakopane… skarby! Palmą okadzano również bydło, gdy je po raz pierwszy wypędzano na pastwisko, aby było zdrowe i odporne na rzucanie uroków. W czasie burzy trzy bazie (zwane kuciankami) wrzucano do pieca, by chronić dom przed uderzeniem pioruna. Kucianki również zjadano, aby uchronić się od chorób gardła. Palmy absolutnie nie można było wyrzucić, jedynie spalić. Księża palili palmy w Wielką Sobotę, a tak powstały popiół służył w środę popielcową w kolejnym roku.

Tuż po Kwietnej Niedzieli rozpoczyna się Wielki Tydzień. Panny oraz wdowy zrywały wtedy kwiaty z brzozy, leszczyny czy jałowca. Gotowały je w glinianym garnku, modliły się oraz dziewięć razy wołały imię swojego wybranka. Wodę do przygotowania takiej mikstury powinny brać ze studni, źródła lub strumyka. Wierzono, że największą magiczną moc ma woda, która nie słyszała piania koguta czy śpiewów pogrzebowych. Taki napój potajemnie wlewano wybrankowi do kawy lub wódki. W Wielkim Tygodniu każdy dobry gospodarz powinien również potrząsać drzewami owocowymi, aby dobrze rodziły oraz uderzać w ule, by pszczoły dawały dużo miodu. Niezwykle ważna w tradycji jest również noc pomiędzy Wielkim Czwartkiem a Wielkim Piątkiem. To wtedy chodziło się obmyć do płynącej zimnej wody. Miało to zapewnić cały rok zdrowia. Należy jednak pamiętać, że takiej kąpieli trzeba zażyć przed wschodem słońca, nim kruk się rano wody napije. Nie wolno się również wycierać, a taką wodę można nawet zabrać do domu, aby ją poświęcić czy obmyć chorych. Wracając znad rzeki do domu absolutnie nie wolno się obracać! W Wielki Piątek w kościołach odbywała się droga krzyżowa i tego dnia ograniczało się pracę do minimum. Kiedyś w Wielką Sobotę nie było zwyczaju święcenia pokarmów w kościele. Za to dużo działo się w każdym domu – pieczono chleb oraz ciasto drożdżowe zwane buchtą. Wydmuszki z jajek, których użyto do pieczenia, wieszano na drzewach, aby te obradzały w owoce. Tak jak obecnie, wydmuszki były barwione i ozdabiane. Nie było wtedy naklejek i specjalnych farb, gospodynie barwiły więc wydmuszki naturalnymi metodami. Aby uzyskać kolor czerwony wystarczyło zamoczyć wydmuszkę w wodzie zabarwionej po gotowaniu buraka czy maliny. Kolor niebieski zawdzięcza się wywarowi z jagody lub czerwonej kapusty. Odcień żółty to natomiast zasługa gotowanej cebuli czy nawłoci, a zielony można uzyskać, gotując szpinak lub pietruszkę.

Poniedziałek Wielkanocny to nie tylko znane do dzisiaj oblewanie dziewcząt wodą. Kiedyś od samego rana młodzi chłopcy odwiedzali bowiem domy, w których mieszkały panny i traktowali je sikawkami wykonanymi z czarnego bzu oraz smagali karwaczami. Panienka, która nie została oblana wodą i wysmagana karwaczem, nie mogła liczyć na powodzenie. Dziewczęta również miały co robić w poniedziałek. Ubrane w cieszyńskie stroje, z wiankami na głowach chodziły we trójkę i odwiedzały domy na wsi. Środkowa dziewczyna miała w dłoniach goiczek, czyli iglaste drzewko, które udekorowane było wydmuszkami oraz kolorowymi wstążkami. Na szczycie goiczka zawieszony był dzwoneczek. Goiczorki chodziły po wsi, śpiewały i dzwoniły goiczkiem. Mieszkańcy dawali im wtedy ciastka, jajka czy cukierki.

Informacje wykorzystane w tekście pochodzą ze zbiorów Beskidzkiego Domu Zielin „Przytulia” w Brennej.

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o