Cieszyn Kultura i rozrywka

Koncerty daje co wieczór

Fot. Dorota Krehut-Raszyk

Codziennie przy zachodzie słońca, o pełnej godzinie, do uszu mieszkańców Koniakowa dobiega dźwięk trombity. To Tadeusz Rucki, miejscowy artysta, w nietypowy sposób żegna mijający dzień. Na ganku swojej Galerii Sztuki Regionalnej ustawia pasterski instrument i rozpoczyna kilkunastominutowy koncert. Robi tak niezmiennie od 15 lat.

– Przeważnie gram sam, ale bardzo często towarzyszą mi również przyjaciele, muzycy związani z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, którzy mają swoje domki w Koniakowie, i wtedy gramy na trzy głosy. Przez te 15 lat podszkoliłem się. Z początku, jak grałem, wszyscy zamykali okna, a teraz otwierają, by słuchać. Podobno te koncerty mają zasięg międzynarodowy, bo słychać nas też w Czechach i na Słowacji – opowiada Tadeusz Rucki. W czerwcu i lipcu gra najpóźniej, bo o 21.00, a potem, co miesiąc, godzinę wcześniej – w sierpniu o 20.00, wrześniu o 19.00, w październiku o 18.00, listopadzie – 17.00, a w grudniu i styczniu o 16.00. Od lutego – wraz z przybywającym dniem – koncerty znów się opóźniają.

Fot. Dorota Krehut-Raszyk

Tadeusz Rucki nie tylko gra na trombitach, ale również specjalizuje się w ich budowie. Twierdzi, że to instrumenty z duszą. Bo choć dość prymitywne, nie ma dwóch takich samych. Od ścięcia drzewa potrzebnego do ich budowy, do wydobycia pierwszych dźwięków, upływa kilkanaście miesięcy. Drzewo – najlepiej bardzo wysokie i proste, rosnące głęboko w lesie – trzeba podzielić na dwie części, wydrążyć, a następnie skleić oba fragmenty żywicą i owinąć korzeniami drzew. Na koniec należy wystrugać ustnik, zazwyczaj z innego rodzaju drewna niż sama trombita.

Tworzonymi przez Tadeusza Ruckiego trombitami zachwycają się nie tylko miłośnicy folkloru, ale także profesjonalni muzycy. Kilka lat temu artysta wykonał je na zamówienie braci Golców, a instrumenty spod Ochodzitej pojechały na Jasną Górę, gdzie odbył się ich koncert. Góral z Koniakowa jest dumny także z trombity o długości 11,2 m, która wisi pod sufitem galerii i prawdopodobnie jest najdłuższym tego typu instrumentem na świecie. Oprócz trombit, wykonuje też rogi pasterskie i alpejskie.

Każdy, kto odwiedzi Galerię Sztuki Regionalnej, zwaną też „Chatą na Szańcach”, może spróbować swoich sił w grze na pasterskich instrumentach. Chęć ich popularyzacji, jak również całego przekroju twórczości regionalnej, stała się przyczyną, dla której Tadeusz Rucki zdecydował o powstaniu tego wyjątkowego miejsca. Trafić do niego można bez problemu, bo znajduje się w centrum Koniakowa, tuż przy drodze.

Jak tabliczka głosi, muzeum czynne jest non stop. I faktycznie tak jest. Bo gdy niespodziewanie składamy tam wizytę, kilka minut po dzwonku artysta wychodzi ze swojego domu, znajdującego się tuż obok, otwiera galerię i gawędami sypie jak z rękawa. W pomieszczeniach można zobaczyć jego rzeźby i malarstwo, bo nimi również się zajmuje, a także słynne koronki koniakowskie – głównie mniejsze i większe obrusy czy serwety, ale nie tylko. Tadeusz Rucki ma tu na myśli kołnierzyki, szale, rękawiczki, ale też… bieliznę. Śmieje się, że niedawno minęło 15 lat od „afery stringowej”, którą wywołał, namawiając miejscowe koronczarki do heklowania damskich fatałaszków.

Fot. Dorota Krehut-Raszyk

W galerii na Szańcach nie mogło zabraknąć miejsca także dla artystów łączących tradycyjne motywy z nowoczesną formą. W ten sposób pan Tadeusz chwali się m.in. pracami ceramicznymi swojej córki, Justyny Łodzińskiej, która motywy koronki koniakowskiej i haftu krzyżykowego wplata w przedmioty codziennego użytku – kubki, miski, talerze, kafle, a także tworzy ceramiczne obrazy i rzeźby. Jest również autorką statuetki wręczanej w konkursie Gminnego Ośrodka Kultury w Istebnej na Oryginalną Kobietę Śląska Cieszyńskiego.

– Zwiedzającym opowiadam też o położeniu Koniakowa i jego historii. Prezentuję góralski strój i tłumaczę, czym się różni od tych z sąsiednich miejscowości. Pokazuję również, jak się przerabia wełnę na nici, czym wzbudzam sensację, bo rzadko się zdarza, że mężczyzna siada do kołowrotka. Ludzie chętnie mnie słuchają i bardzo mnie to cieszy – przyznaje Tadeusz Rucki. Czy nie jest jednak zmęczony ciągłymi odwiedzinami? Bez zastanowienia odpowiada, że nie. Bo dopóki są ludzie, ma zapał do roboty, a odpocznie dopiero w cieniu koniakowskiego kościoła, gdy Bóg zdecyduje o tym, że jest potrzebny gdzie indziej…

Skomentuj

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o