Wydarzenia Bielsko-Biała

Warzywa prosto od miejscowego rolnika?

Fot. Tomasz Giżyński

Na lokalnych targowiskach można kupić warzywa od rolników, którzy sami je wyprodukowali. Problem polega na tym, że pewna część „rolników” te warzywa kupuje wcześniej na giełdzie.

Lokalni rolnicy wściekają się na nieuczciwą konkurencję. Od świtu do zmierzchu zajmują się uprawą i bezpośrednią sprzedażą własnych warzyw, a muszą konkurować z przebierańcami, którzy pod rolników tylko się podszywają. Jak mówi „beskidzkiej24” rolnik z powiatu bielskiego, własna uprawa to trudna, absorbująca i ryzykowna praca. – Niegdyś mogłem przyjechać z dziesięcioma workami marchwi i wszystko sprzedałem od strzału. Teraz sprzedam co najwyżej trzy za jeden targ, więc muszę mieć więcej asortymentu. Uprawiam buraki, pietruszkę, seler, por, ogórki, dynię, cukinię, zieloną pietruszkę czy koperek. Wszystko to trzeba posiać i stale pilnować oraz tracić dużo czasu na opryski i ich ewidencjonowanie. Ryzyko jest duże, bo koperek raz wyjdzie, a raz nie. Uprawę mogą zaatakować grzyby, mszyce i rozmaite choroby. Wystarczy grad, by zniszczyć nawet cukinię – opisuje.

Miejscowi rolnicy, głównie z terenu powiatu bielskiego, skarżą się na nieuczciwą konkurencję. – Co drugi sprzedawca warzyw tylko udaje rolnika. Nie ma możliwości, aby jednocześnie miał w sprzedaży wyprodukowane przez siebie sałatę, marchew, pomidory i jabłka – wskazuje. – Ludzie są nabierani i trudno im się w tym połapać, bo każdy sprzedawca mówi, że „ma swoje” – dodaje.

Skąd więc biorą się warzywa niby od miejscowych farmerów? Z jednej z giełd w Bielsku-Białej i najtańszej giełdy w Krakowie – wskazują rolnicy. – My, prawdziwi rolnicy, się męczymy, a oni kupują warzywa hurtowo i zarabiają dużo więcej od nas. I nikt tego nie kontroluje. Ani skarbówka, ani UOKiK, ani inspektorat ochrony roślin – irytują się.

Roman Włodarz, prezes Śląskiej Izby Rolniczej potwierdza, że takie zjawisko rzeczywiście ma miejsce i dochodzi do podszywania się pod rolników. Mają pole do uprawy jednego gatunku, a na straganie wystawiają na przykład pięć innych. – Wszyscy rolnicy doskonale wiedzą, kto co uprawia i sprzedaje, a co sobie dokupuje – stwierdza. Uspokaja jednak, że mało prawdopodobne, aby sprzedawane warzywa nie pochodziły z Polski.

Szef ŚIR tłumaczy, że rolnicy mogą sprzedawać swoje produkty na trzy sposoby. Pierwszy, to bezpośrednia sprzedaż, która jest przyjazną formą dla rolnika, bo biurokracja jest ograniczona do niezbędnego minimum. Druga, to rolniczy handel detaliczny, nad przebiegiem którego czuwa sanepid i który od określonego poziomu jest objęty podatkiem dochodowym. Trzecia forma to prowadzenie dostaw bezpośrednich, również opodatkowanych.

W praktyce prowadzących rolniczy handel detaliczny jest na terenie Bielska-Białej i powiatu bielskiego niewielu. A jeżeli któryś ze sprzedawców swój towar kupuje wcześniej na giełdzie, to prowadzi działalność gospodarczą, z której powinien odprowadzać podatek dochodowy. Ci, którzy to ukrywają, działają po prostu w szarej strefie. – A ta szara strefa to nawet połowa wszystkich handlujących warzywami! I mamy wrażenie, że na jej funkcjonowanie jest ciche przyzwolenie – alarmują rozmówcy „beskidzkiej24”.

6
Skomentuj

avatar
5 Komentarzy
1 Odpowiedzi
0 Śledzących
 
Najwięcej odpowiedzi
Najgorętsze komentarze
6 Komentarzy
CzikTadeuszMaćkoJerzy WJerzy W Ostatnio komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Czik
Gość
Czik

A jak rozpoznać prawdziwego sprzedającego. Mamy jakiś certyfikat?

Tadeusz
Gość
Tadeusz

@Jerzy W …ja bynajmniej….Ja bynajmniej,generalnie konkludując,ważę na wadze przez ż. Zwarzyć to się może mleko.Dokładnie.Kuźwa.

Jerzy W
Gość
Jerzy W

Znam przypadki kiedy kupowało się warzywa czy owoce po promocji w dużych sklepach następnie dany towar sprzedawało się u siebie na swoim stoisku na targu największy utarg był wtedy na targu jak się skończyła promocja w dużym sklepie . Kupiło się po promocji przetrzymało się warzywa owoce do czasu zakończenia promocji w sklepie i wtedy utarg na dany towar był na targu większy . Nie trzeba było jechać na giełdę do miejscowości jak w/w Nie trzeba było tankować paliwa stracić czas na dojazd na daną giełdę same korzyści z logicznego myślenia sprzedającego .

Jerzy W
Gość
Jerzy W

Ja bynajmniej wolę kupować warzywa w dużych sklepach wybiorę sobie osobiście ładne warzywa czy owoce Parokrotnie kupowałem na targu warzywa po przyjściu do domu stwierdziłem że zostałem oszukany gdyż nie zgadzała się masa netto danego warzywa Nieraz też się zdarzało że zakupiony towar był złej jakości w 50 % masy netto danego warzywa . Raz też się złakomiłem w Tychach na pomidory gdyż były tańsze jak w dużym sklepie po przyjściu do domu zwarzyłem na wadze elektronicznej okazało się że zostałem oszukany na masie netto po przeliczeniu stwierdziłem że taniej bym zakupił pomidory w sklepie o którym wcześniej wspomniałem

Maćko
Gość
Maćko

Ty też jesteś oszustem i złodziejem!!!

Franuś
Gość
Franuś

Tutaj w artykule jest już złagodzona złość na tych co handlują nie własnoręcznie wyhodowanym produktem. Bo problem jest w tym, że nie można ich przeganiać, złościć się że dokupują powiększając asortyment. Jeśli im się tylko opłaca… Lecz działać na ograniczenie szarej strefy. Ale jeśli nie ma się do tego środków – tak będzie. Szef ŚIR niewiele pomógł w swojej wypowiedzi rolnikom i widzi na koniec pozytyw, że warzywa pochodzą z Polski. Niech będzie i taki pozytyw.