Pojedynki lidera z wiceliderem tabeli, bez względu na poziom rozgrywek, zawsze budzą spore emocje. Nie inaczej było w spotkaniu pomiędzy Beskidem Brenna a Strażakiem Dębowiec w ramach 24. kolejki skoczowskiej klasy A.
Od początku było wiadome, że żadna ze stron remisem się nie zadowoli, dlatego od pierwszych minut licznie zgromadzeni na trybunach boiska w Brennej kibice oglądali szybką grę, pełną walki i podbramkowych sytuacji. Już w 2. minucie przed szansą zdobycia gola stanęli gospodarze, ale uderzenie Jana Gawlasa zatrzymał golkiper Strażaka Dominik Lotko. Korner bity przez Beskid też nie przyniósł powodzenia, choć strzelający głową Arkadiusz Tarasewicz nie był pilnowany i mógł tą próbę wykonać nieco lepiej. W odpowiedzi bramkarza miejscowych Mateusza Dutkę próbował zaskoczyć Dawid Staniek, ale jego strzał był za słaby.
Przyjezdni coraz mocniej naciskali i w końcu otworzyli wynik spotkania. Jeszcze w 17. minucie ich świetną szansę zastopował dobrze dysponowany tego dnia Mateusz Dutka, ale w 25. nie miał już nic do powiedzenia, gdy głową celnie uderzał Dawid Staniek. Drużyna z Brennej miała okazję, by szybko odpowiedzieć, ale Dawid Puzoń w polu karnym gości trafił wprost w interweniującego Dominika Lotko. Golkiper ekipy z Dębowca nie dał się też pokonać z rzutu wolnego Łukaszowi Pietrzykowi. Z kolei już w doliczonym czasie pierwszej odsłony, groźnie z rzutu wolnego strzelał Jakub Kubicius, ale fenomenalną interwencją popisał się bramkarz Beskidu.
Po zmianie stron ekipa lidera ruszyła po drugiego gola. Defensywę Beskidu dwukrotnie uderzeniami z dystansu postraszył Bartosz Kochman. Szczególnie rzut wolny w jego wykonaniu, po którym piłka zmierzała w samo okienko bramki, mógł się podobać, ale jeszcze piękniej spisał się Mateusz Dutka, który w tylko sobie wiadomy sposób sparował ją na kornera. Jednak w 58. minucie golkiper z Brennej nie mógł już nic zdziałać, gdy celnym strzałem w długi róg Jakub Dziwisz podwyższył prowadzenie Strażaka.
W 65. minucie wydawało się, że emocje się zakończą, ale po raz kolejny Mateusz Dutka uratował skórę swoim kolegom, broniąc groźną próbę Dawida Stańka. Dobra postawa bramkarza napędziła gospodarzy, którzy w 73. minucie w końcu znaleźli sposób na defensywę rywali. Michał Grześ dośrodkował z rzutu rożnego, a Łukasz Pietrzyk celną główką dał Beskidowi gola kontaktowego. Ekipa spod Kotarza ruszyła do odrabiania strat, ale nie wykorzystała dobrych okazji do wyrównania, co zemściło się w 80. minucie, gdy po dośrodkowaniu Dawida Stańka dublet ustrzelił Jakub Dziwisz.
W końcowych minutach gospodarze mogli jeszcze pokusić się o zmianę wyniku. W 86. minucie strzał z rzutu wolnego Łukasza Pietrzyka sparował Dominik Lotko, a w 89. wielkie pudło zaliczył Kamil Gubała, który z bliska posłał piłkę obok bramki. Z kolei po drugiej stronie boiska, już w doliczonym czasie gry, Grzegorz Staniek sprawdził jeszcze raz z dystansu Mateusza Dutkę, ten jednak nie dał się zaskoczyć i wynik 1:3 utrzymał się do końca zawodów.
– Na wstępie podziękuję kibicom i piłkarzom, bo wkładają całe serce w ten klub i w to, co robią na boisku. To jest fantastyczne i sprawia, że jesteśmy w takim miejscu, a nie innym. Rywalom z Dębowca gratuluję wygranej, bo zagrali dobry mecz i byli od nas lepsi. W kwestii rozstrzygnięcia całego sezonu to był pewnie mecz decydujący o tytule mistrzowskim, więc te gratulacje się drużynie z Dębowca należą – powiedział Przemysław Meissner. – W takim meczu jak ten, żebyśmy myśleli o korzystnym wyniku, musimy mieć zdecydowanie wyższą skuteczność. Był taki moment po bramce kontaktowej, gdzie my i kibice uwierzyliśmy, że możemy coś tutaj zrobić więcej. Szkoda, że tych okazji na wyrównanie nie udało się wykorzystać, w konsekwencji czego przegraliśmy – dodał trener Beskidu.
– Od początku rundy, kiedy byliśmy w tym peletonie zespołów mających szansę na tytuł mistrzowski, patrzyliśmy w górę tabeli. Po wygranej w Brennej zostajemy w końcu samodzielnym liderem tabeli i otwiera się przed nami szansa na mistrzostwo, jednak to jest dopiero pierwszy z trzech kroków, które musimy postawić, żeby cel osiągnąć – komentował Łukasz Agata. – Uważam, że piłkarsko byliśmy lepszą drużyną od gospodarzy. Szacunek dla przeciwnika, który jest na tak wysokim miejscu, oraz bramkarza Beskidu, który jakimś cudem wybronił kilka sytuacji, jakie mieliśmy i wydawało się, że gol musi paść, natomiast po prostu zasłużyliśmy na te trzy punkty – dodał szkoleniowiec Strażaka.





